Archiwa kategorii: Noteć 2014

Opis w Noteć

NOTEĆ 2014 Dzień 23. Koniec wyprawy.

DZIEŃ 23

Ostatni dzień mojej pieszej wyprawy. Już się dowiedziałem od znajomych, że przyjedzie paroosobowa delegacja ,aby mnie powitać. Nie mogę już się doczekać powrotu do domu. Tej nocy było rekordowo zimno. Temperatura spadła do minus szesnastu stopni. Do tego często budziłem się słysząc głośne trzaski lodu, który na rozlewisku, gdzie nocowałem ,niemalże non stop pękał. Dostałem już informację od Zbyszka Kubisza, że jak delegacja będzie dojeżdżać do Santoka, to da mi znać. Wyruszyłem około ósmej do niedalekiej już mety mojej wędrówki. Na przedmieściach tejże miejscowości wstąpiłem do sklepu i kupiłem sobie czekoladę. Starsza pani od razu spytała mnie o cel mojej wędrówki, po krótkim opowiadaniu , zrobiła mi herbatę. O godzinie 10 dostałem informację, że dojeżdżają. Ruszyłem dalej. Idąc główną ulicą Santoku zauważyłem z przodu redaktora Kuriera Nakielskiego, który kamerował moje ostatnie metry. Na wysokości Domu Kultury wyszli z tego budynku harcerze, którzy zaczęli mi śpiewać piosenkę. Była to ta sama grupa, która towarzyszyła mi do przystani w Nakle. Zatrzymałem się, podeszła do mnie Pani Ewa Hoppe, dowodząca grupą przy Zespole Szkół w Występie: I WODNA DRUŻYNA HARCERSKA IM. KAPITANA LEONIDA TELIGI. Złożyła mi gratulację. Później gratulacje przyjąłem od delegacji Hufca Gorzów. Po krótkiej rozmowie, ruszyliśmy wszyscy dalej do ujścia Noteci do Warty. Idąc wzdłuż rzeki widziałem przybliżający się moment łączenia się tych wielkich rzek. Noteć jest siódmą pod względem długości rzeką i szóstą pod względem powierzchni dorzecza . Warta trzecią, w obu kategoriach. Doszedłem! Zbigniew Kubisz zrobił mi pamiątkową fotografię na tle dwóch rzek, które niosły na swojej powierzchni olbrzymie ilości śryżu. Po chwili ruszyłem w kierunku Urzędu Gminy. Tam czekała na mnie żona Magdalena. Gratulacje przyjąłem od Pani Prezes Towarzystwa Przyjaciół Nakła Moniki Młynarczyk, od Pana Dawida Konwińskiego, kierownika Referatu Turystyki i Sportu w Starostwie Powiatowym w Nakle, od wicestarosty Pana, Andrzeja Kindermana i od wójta gminy Santok Stanisława Chudzika. Następnie wszyscy udaliśmy się do Domu Kultury ,gdzie spożyliśmy ciepły posiłek ufundowany przez wójta tejże gminy. Po posiłku, dostałem dyplom uznania od harcerzy. Ciepły posiłek dobrze mi zrobił. A do tego, jak zmieniłem rzeczy na czyste i pachnące, które Madzia mi przywiozła ,to czułem się jak nowonarodzony. Droga powrotna do domu minęła szybko. Podziękowałem kierowcy za bezpieczne dowiezienie nas wszystkich i wysiadłem. Na przystanku pod domem czekała na mnie moja mama i córka Zuzia, która na mój widok się popłakała. Tak minęła wyprawa Noteć 2014. 23 dni wędrówki czasami w gorszych, a czasami w lepszych warunkach.

Teraz czas na odpoczynek i …

I na przygotowanie się do kolejnej wyprawy…

Ostatnie ognisko.

3Ulicami Santoku(fot Z. Kubisz)-2

Ulicami Santoka (fot. Zbigniew Kubisz).

4Ostatnie metry z grupą zaprzyjaźnionych Harcerzy z Występu(fot Z. Kubisz)-2

Ostatnie metry z grupą zaprzyjaźnionych  harcerzy ( fot. Zbigniew Kubisz).

5Noteć wpływa do Warty-2

Noteć wpływa do Warty.

7Ciepły posiłek i wręczenie mi dyplomu od Hracerzy(fot Z. Kubisz)-2

Santok. Ciepły posiłek i wręczenie mi okolicznościowego dyplomu ( fot Zbigniew Kubisz).

8 Powrót do domu i przywitanie z żoną, mamą i córką(fot Z. Kubisz)-2

Powrót do domu (fot. Zbigniew Kubisz).

KONIEC

NOTEĆ 2014 Dzień 22

DZIEŃ 22

Do Santoka zostało mi 20 kilometrów. To tam zobaczę po raz pierwszy ,jak Noteć wpada do Warty. To tam Zbigniew Kubisz nagra mnie po raz ostatni i zabierze do domu. Nad ranem, kiedy się przebudziłem wyjąłem ze śpiwora chusteczki nawilżane. Wsadziłem je tam po to, by nie zamarzły. Dopiero teraz mogę użyć je do higieny. Po odświeżeniu się sprawdziłem termometr. Wskazywał minus 15 stopni Celsjusza.  Rozpaliłem ognisko, zrobiłem sobie na nim kanapki na ciepło i kubek kawy. Wszystko było pokryte szronem, co świadczyło o mrozie ,jaki zaczął panować i potęgującym go wietrze. Jedna olszyna była cała pokryta cienką warstwą lodu. To efekt padającego kilka dni wcześniej w nocy marznącego deszczu . Nie było to jedyne drzewo okryte szczelnie lodem.  Wędrówkę rozpocząłem dopiero około dziewiątej. Teraz już jestem pewny, że do piątku 24 stycznia dojdę do mety mojej wędrówki. Dzisiejsza trasa nie wymagała zbytniego wysiłku. Dalej szedłem wałem przeciwpowodziowym ,widząc Noteć raz po raz paręnaście metrów dalej, a czasami dzieliło mnie od niej sto metrów. Przestrzeń między moją trasą a rzeką była zalana wodą i nierównomiernie pokryta lodem. Miejscami lód był pozapadany, spękany a czasami w ogóle go nie było. Piękny widok potęgowało bezchmurne niebo, które prawie zawsze przychodzi razem z dużym mrozem. Zatrzymałem się przy gospodarstwie, które wyglądało naprawdę malowniczo. Jedzenie i picie trzymałem pod kurtką blisko ciała, żeby nie zmarzło. Po drodze przejeżdżał samochód terenowy i na mój widok zatrzymał się. Byli w nim myśliwi. Spytali mnie czy złowiłem jakieś ryby? Opowiedziałem im o mojej wyprawie. Nie mogli uwierzyć ,że przebyłem aż tyle kilometrów, śpiąc w namiocie. Po krótkiej rozmowie, życzyli mi powodzenia i odjechali. Znowu zostałem sam. Cieszyłem się, że mogłem z kimkolwiek porozmawiać, bo zaczęło mi już tego brakować. Często, kiedy wiedziałem, że musze poszukać sklepu ,by zakupić prowiant, to wcześniej myślałem jak zagadać sprzedawcę albo sprzedawczynię, aby choć przez parę minut posłuchać ludzkiej mowy i móc się wypowiedzieć. Pomyśleć ,że na około w promieniu paru kilometrów jest dużo osad ludzkich. W ciągu dnia nie robiłem przerw, ponieważ momentalnie mnie wychładzało.  Kiedy z daleka widziałem już miejscowość Santok, przerwałem wędrówkę ,rozbiłem obóz. Tym razem w bardzo nietypowym miejscu. Na rozlewisku Noteci ,gdzie dojść można było jedynie wąskim przesmykiem, który wystawał ponad kruchy lód. Wybrałem miejsce przy suchym krzaku. Będzie on się idealnie nadawał na opał. Na kolację zużyłem ostatnią z esek wojskowych. Zachód słońca, który tego dnia był przepiękny uwieczniłem na fotografiach. Również nagrałem krótki film o ostatnim obozowisku podczas wyprawy Noteć 2014.

Przeszedłem 17km

Razem 384 km

2Moje przed ostatnie obozowisko-2

Moje przed ostatnie obozowisko.

3Rozlewisko Noteci w okolicach Santoka-2

Rozlewisko Noteci w okolicy Santoka.

 

4Łabędzie-2

Łabędzie.

5Po zaśnieżonej drodze-2

Po zaśnieżonej drodze.

6Pokryty lodem brzeg-2

Śryż na Noteci.

NOTEĆ 2014 Dzień 21

DZIEŃ 21

W nocy raz się przebudziłem. Było mi zimno, ponieważ nie zapiąłem śpiworu do końca. Sprawdziłem na termometrze temperaturę jaka jest na zewnątrz. Czerwona kreska zeszła do minus trzynastu stopni. Jednym słowem zrobiło się mroźnie. Szkoda, że mróz przyszedł tak późno. Większość rowów melioracyjnych już przeszedłem. Najwiecej było ich między Nakłem a Białośliwiem. Dzisiaj czułem się dużo lepiej niż wczoraj. Cieszę się z decyzji, jaką podjąłem wczoraj o przerwaniu marszu do końca. Na śniadanie zjadłem kanapki, które włożyłem do śpiworu razem z jednym litrem mleka. Niestety kanapki się podusiły, ale były zjadliwe. Wyruszyłem już około szóstej rano. Chciałem choć trochę nadrobić kilometrów, których wczoraj nie przeszedłem. Chciałem być już dzisiaj pewny ,że uda mi się przed 26 stycznia zakończyć wyprawę i zdążyć na urodziny mojej córki. Dość szybko przeszedłem przez Drezdenko. Kupiłem w sklepie sobie dwa pączki. Zawsze to coś świeżego do zjedzenia. Zaraz za Drezdenkiem, we wsi Klesno, zauważyłem resztki fortyfikacji. Udokumentowałem je na swoich zdjęciach i szedłem dalej. Po raz kolejny trafił się odcinek, gdzie szedłem wałami przeciwpowodziowymi. Idąc prawą stroną Noteci, doszedłem do miejscowości Trzebicz, która w całości znajduje się po lewej stronie rzeki. Wszedłem tylko na most drogowy popstrykać trochę, a następnie ruszyłem dalej prawą stoną . Pojawił się wał przeciwpowodziowy, który według mapy miał mi towarzyszyć do samego Santoka. Szło się nim bardzo dobrze, z boku jest droga polna, po której wędrowałem sobie dalej… Około czternastej skręciłem z wału w stronę rzeki w małą łąkę , idealnie pasującej na obozowisko z ogniskiem. Rozbiłem namiot dość wcześniej chociaż mogłem jeszcze dwie godziny iść, jednak nie miałbym pewności ,czy znajdę takie miejsce na obóz. W szczególności chodziło mi o ognisko , potrzebne, gdy jest tak mroźno. Dzisiejsza noc według prognoz miałabyć  jeszcze zimniejsza. Na ognisku upiekłem obłożone we foli aluminiowej skrzydełka z kurczaka i popijałem rozmrożonym mlekiem. Pychota. Namiot wyścieliłem na spodzie suchą trawą, co ma mi dać dodatkową izolacją od podłoża. Poszedłem spać około 19. Przeszedłem 22 km. Razem 367 km.

2 Okolice Trebicza-2

Okolice Trebicza.

3Struga wpływająca do Noteci-2

Struga wpływająca do Noteci.

4Mój namiot wyściełany trawą_

Namiot wyściełany suchą trawą.

NOTEĆ 2014 Dzień 20

DZIEŃ 20

Noc była bardzo zimna. Wieczór nie wskazywał na mróz. Okazało się inaczej. Nad ranem było -11 stopni Celsjusza. Wczoraj po obiedzie zawitałem na przystań w Drawsku. Basen portowy, któremu robiłem zdjęcie nie był zamarznięty, a rano już był cały pokryty lodem. Wstałem koło szóstej i poszedłem do sklepu kupić zapas prowiantu. Spakowałem się, pożegnałem z bosmanem i ruszyłem w drogę. Od samego rana źle się czułem, bolała mnie głowa, w kościach łamało. Bałem się, że mogę się rozchorować. Na Noteci zauważyłem pierwszy śryż. Po drugiej stronie rzeki na skraju lasu widać było kilka fortyfikacji z czasów drugiej wojny światowej. Mijając już nieliczne na tym terenie rowy melioracyjne ,widziałem,że część z nich miała już cienką pokrywę lodu co wystarczyło,aby wózek po niej przejechał. Teren nie był zbyt wymagający. Pojawiły się pierwsze wały przeciwpowodziowe. Parę kilometrów od Drezdenka znajduje się stary nieczynny wiadukt kolejowy na linii Drezdenko-Krzyż. Wygląda niesamowicie.  Od spodu widoczny cały szkielet masywnej konstrukcji stalowej. Znajdują się też w okolicy fortyfikacje niemieckie wybudowane w 1934-37 roku biegnących wzdłuż dawnej granicy wschodniej.  Była godzina trzynasta kiedy zdałem sobie sprawę że lepiej odpuścić niż katować się dalej. Cały czas nie czułem się dobrze. W okolicach tego mostu rozbiłem namiot. O rozpaleniu ogniska nie było mowy. Bliskość do gospodarstw sprawiło, że nie chciałem zaryzykować, chociaż przydałaby się ciepła strawa. Zasnąłem od razu, nawet nic nie zjadłem. Kiedy wieczorem chciałem się przemyć jak co dzień chusteczkami nawilżającymi okazało się, że zamarzły. Od dzisiaj będą musiały razem z prowiantem i ze mną spać w śpiworze. Dopiero wieczorem przekąsiłem co nieco i zasnąłem ponownie. Przeszedłem 12 km. Razem 245 km.

2Na wale przeciwpowodziowym w okolicach Drezdenka-2

Na wale przeciwpowodziowym w okolicach Drezdenka.

1Konie_

Konie.

3Nieczynny most kolejowy_

Nieczynny most kolejowy. Okolice Drezdenka.

 

NOTEĆ 2014 Dzień 19

DZIEŃ 19

Nad ranem znowu miałem problem z odpięciem suwaka od namiotu, ponieważ zamrazł. Taki problem powoduje nocny deszcz a nad ranem mróz. Wstałem o godzinie 5.30, a parę minut po szóstej bylem już w drodze. Tego dnia na śniadanie miałem tylko zimny sok do popicia. Wolę zacząć dzień od czegoś ciepłego, ale tym razem nic z tego. Kiedy uszedłem jakieś 2 kilometry doszedłem do małej przystani w miejscowości Wrzeszczyna. Na wyposażeniu miała stół z ławkami pod zadaszoną wiatą, miejsce na ognisko, miejsce do cumowania łodzi oraz altanę z pomieszczeniami ,i które były zamknięte, ale na zewnątrz było oświetlenie oraz gniazdko. Gdybym wiedział o takiej przystani to zeszłej nocy bym spał tutaj. Niestety nie mogłem spędzić więcej czasu na tej kameralnej, ale jakże ważnej dla wodniaków przystani ,ponieważ czas gonił. Teren nie był zbyt wymagający to też doszedłem do sześciotysięcznego Wielenia już koło jedenastej. W tym miasteczku we wrześniu 1894 roku otwarty został pierwszy żelazny most nad Notecią .Przechodząc przez tą miejscowość , zostałem zatrzymany przez Panią Hannę Forbrich i zaproszony na herbatę do Pani burmistrz Magdaleny Sobczak. Obie panie były pod wrażeniem mojej samotnej wyprawy. Po krótkim pobycie w Urzędzie Gminy w Wieleniu, ruszłem dalej. Do rogatek miasta towarzyszyły mi obie panie i nawet pomogły mi ciągnąć mój wózek. Dzięki obu damom w miejscowości Drawsko na przystani będzie już mnie oczekiwał bosman, a więc będę miał kolejną noc na przystani i to w dodatku nieplanowaną. Zostawiłem za plecami kolejną miejscowość, kilometry i niesamowite wspomnienia. Poznając takich ludzi podczas wyprawy Noteć 2014 wiem ,że nie jestem sam na świecie. Idąc niedaleko drogi zobaczyłem tablicę upamiętniającą dwa pożary ,które strawiły 5554 ha Puszczy Noteckiej. W akcji gaśniczej brało udział 18 jednostek ZSP, 53 jednostki OSP, 7 samolotów i jeden śmigłowiec. Prace odnowieniowe trwały trzy lata, a w największym ich natężeniu pracowało około 5 tysięcy ludzi. Łącznie posadzono 80 milionów drzew. Na wysokości miejscowości Drawsko Młyn jest nad Notecią okazały most stalowy. Nie omieszkałem zrobić mu parę zdjęć.  Kilometr dalej przeszedłem niedaleko modernizowanej śluzy. Do Drawska wszedłem około 15. Zrobiłem zakupy i doszedłem do przystani Yndzel. Przywitany zostałem przez bosmana tejże mariny. Po oprowadzeniu mnie po obiekcie, mogłem się wykąpać, zrobić sobie coś ciepłego do jedzenia, i nawet pooglądać telewizję. Miałem do dyspozycji wszelkie wygody jakie były na przystani dostępne. Nie skorzystałem tylko z jednej- łóżka. Namiot rozbiłem na piaszczystej plaży. Po raz pierwszy miałem problem z wbiciem śledzi w grunt. Przydał się mój duży nóż. Korzystając z dobrodziejstw ,jakie miałem na ten wieczór, wysuszyłem ubrania. Do namiotu poszedłem około  godziny 23. Przeszedłem 20 km. Razem 333 km

1 namiot skuty lodem-2

Namiot skuty lodem.

2Wieleń w towarzystwie Pani burmistrz Magdaleny Sobczak i Hanny Forbricht-2

Wieleń. Idę w towarzystwie Pani burmistrz Magdaleny Sobczak i Hanny Forbricht.

3Przystań Yndzel w Drawsku-2

Przystań Yndzel w Drawsku.

NOTEĆ 2014 Dzień 18

DZIEŃ 18

Dzień zacząłem od zwinięcia namiotu i wysuszeniem na grzejnikach w łazience wszystkich swoich rzeczy. Cieszę się, że tak miło zostałem przyjęty wczoraj na przystani ,i że tyle zostało mi udostępnione do użytku. O godzinie 8.00 mam się spotkać z Grzegorzem Wójcikiem, który w gminie Czarnków odpowiada za promocję miasta. Kiedy wybiła ta godzina przyszedł punktualnie. Otrzymałem sporo promocyjnych gadżetów w prezencie. Wypiliśmy kawę i poszliśmy zwiedzać marinę od środka . Niestety czas gonił.  Pożegnałem się z pracownikami mariny i w towarzystwie Wójcika i mieszkańca miasta Janusza Jędrzejczaka, ruszyłem ciągnąc swój wózek przez Czarnków. Pan Grzegorz robił mi zdjęcia w ciekawszych częściach miasta. Za rynkiem pożegnałem się, dziękując za ciepłe przyjęcie. Do bram miasta towarzyszył mi wspomniany mieszkaniec Czarnkowa. Miasto opuściłem podążając drogą numer 181 w stronę Wielenia.  Jeszcze godzinę szedłem po asafalcie, ponieważ był położony bardzo blisko Noteci. Parę razy tylko schodziłem nad rzekę robiąc zdjęcia. Kiedy droga odbiła, a miałem już w planie wrócić nad brzeg, zmieniłem plan i kontynuowałem wędrówkę wzniesieniem na lewym brzegu, skąd rozciąga się piękny widok na Dolinę Noteci. Po dzisiejszym dniu przeszedłem już ponad trzysta kilometrów. Niezły wynik. Na początku wyprawy, nie pomyślałbym, że jestem w stanie tyle przejść. Na koniec dnia zszedłem już do samej Noteć ,i aby rozbić obozowisko. Byłem potwornie zmęczony. Późne wyjście z mariny Czarnkowskiej spowodowało, że przyspieszyłem na trasie i skutki właśnie odczuwałem. Wieczorem, kiedy wyszedłem szukać zasięgu internetowego, zerwał się silny wiatr, a w nocy był przymrozek. Przeszedłem 19 km. Razem 313 km.

1Na Przystani w Czarnkowie-2

Na Przystani w Czarnkowie.

2Przystań Czarnków wraz z obsługą mariny i (fot.Grzegorz Wójcik)-2

Spotkanie na Przystani w Czarnkowie (fot. Grzegorz Wójcik).

3Na rynku w Czarnkowie( fot. Grzegorz Wójcik)-2

Na rynku w Czarnkowie (fot. Grzegorz Wójcik).

NOTEĆ 2014 Dzień 17

DZIEŃ 17

Wczorajszego dnia marzyłem o gorącej kawie. Musiałem ją przełożyć na dzisiaj, a jak tylko otworzyłem oczy ,jedynym celem ,jaki miałem przed sobą, był Czarnków. O kawie zapomniałem, ale przypomniało mi się jak już byłem w drodze i czasu na rozpalenie ogniska po prostu nie było. Początkowo na drodze stanęły mi mokradła nie do przebycia. Rowy odwadniające parometrowej szerokośc,i do tego gęste trzcinowiska tworzyły zaporę, którą musiałem ominąć. Jednak dość szybko wróciłem nad sam brzeg i już do samego celu swej dzisiejszej wędrówki ,szedłem samym brzegiem rzeki. Bardzo gęsta mgła utrzymywała się aż do godzin popołudniowych. Teren był widoczny jedynie kilkudziesięciu metrów ode mnie. Ptactwo, słysząc mnie, zrywało się do lotu. Dochodził do mnie tylko dźwięk trzepotania skrzydłami. W jednym z pobliskich chaszczy, słyszałem kwikanie dzika, który chyba mnie ani nie usłyszał ,ani nie zwęszył . Nie było sensu nawet skradać się, żeby spróbować zrobić mu zdjęcie, ponieważ podczas takiej mgły jakość tej fotografii nie byłaby zadowalająca. Magiczny dzień. Gdyby nie to, że widziałem kilka domów omijając tereny bagienne to mógłbym rzec, że zostałem sam na świecie. Im bliżej Czarnkowa, tym łatwiej mi się szło. Około 14 dotarłem do celu. Niestety ja byłem umówiony na 15 ,więc miałem godzinę na przejrzenie ekwipunku. Zrobiłem listę zakupów, jakie będę musiał zrobić w mieście. Kiedy nadszedł czas doszedłem do bramy na Przystani Wodnej w Czarnkowie. Przywitali mnie bosman , pan z obsługi mariny i właściciel jachtu Jan Staszczak, żeglarz wód śródlądowych oraz mieszkaniec miasta Janusz Jędraszczak, który jest zagorzałym wędrownikiem i fotografem amatorem, tak jak ja. Przystań choć mała zrobiła na mnie duże wrażenie swoją funkcjonalnością i elegancją. Była po prostu zrobiona ze smakiem.  Po krótkim przywitaniu zostałem sam. Rozbiłem namiot na wskazanym przez obsługę miejscu. Podłączono mi do mojego domku prąd, a ja mogłem się wykąpać pod  prysznicem. Kiedy już  się wysuszyłem, ruszyłem do miasta zrobić zakupy i zjeść coś ciepłego.  Ryba z frytkami była przepyszna. Dawno nic takiego nie jadłem. Rynek w Czarnkowie był jeszcze udekorowany świątecznymi ozdobami. Wyglądał przecudnie. Ładnie podświetlony stylowymi lampami deptak oraz barwne kamienice tworzyły otoczkę starego miasta. Jak głosi hasło promocyjne:   Czarnków miasto z charakterem. Faktycznie to prawda. Trzynastotysięczne miasteczko leżące na skraju Puszczy Noteckiej, nie ma znanych zabytków ,ale to co mają, potrafią wyeksponować. Wróciłem na marinę po 18. Jeszcze długo siedziałem w łazience, w której było ciepło. Uzupełniałem notatki, doładowywałem wszelkie możliwe baterie i suszyłem ubrania. Jutro rano jestem umówiony z panem Grzegorzem Wójcikiem odpowiedzialnym w Urzędzie Miasta za promocję.  Na facebooku mieszkańcy tego miasta życzyli mi spokojnej nocy na ich przystani. Miłe. Cieszę się ,że ludzie są przyjaźnie nastawieni do mojej wyprawy. Przeszedłem 16 km. Razem 278 km.

1Gęsta mgła w okolicach Czarnkowa-2

Gęsta mgła.

2Ścieżki bobrowe-2

Ścieżki bobrowe.

NOTEĆ 2014 Dzień 16

DZIEŃ 16

Obudziłem się rano, o godzinie 5.00 i chcąc wyjść z namiotu okazało się ,że suwak zamarzł. Musiałem się natrudzić ,żeby go otworzyć. W nocy dopadało śniego, ale prognoza i tak na dzisiaj wskazywała na plusową temperaturę w dzień. Kiedy wyszedłem przed namiot, okazało się, że zdepnąłem mój termometr, który wieczorem zostawiłem na zewnątrz. Napadał na niego śnieg i go nie zauważyłem. O godzinie 6.30 już wędrowałem . Nie lubię zwijać obozowiska po ciemku ,ale i tym razem nie miałem wyjścia.  Zamierzam przyspieszyć marsz ,aby zdążyć przed 26 stycznia ukończyć wędrówkę, ponieważ tego dnia moja córka ma urodziny. Nie ma wyjścia. Dla jedynej córeczki tatusia…WSZYSTKO!!! Szedłem cały czas lewym brzegiem Noteci. Zdecydowałem się iść polną drogą ,która biegła jakieś 200 metrów od rzeki. Teren zaczął być coraz ciekawszy. Wysoki brzeg znacznie zaczął się przybliżać do Noteci. A przed miejscowością Ujście był już prawie przy samym brzegu rzeki. Do wspomnianego miasta, które zamieszkuje prawie 4000 tysiące ludzi wszedłem około . Jest położone na stromym brzegu Doliny Noteci. Taki brzeg ciągnie się od Nietuszkowa do Wilanowca. Juz w siódmym wieku była tutaj osada, po której ślady znaleziono podczas wykopalisk prowadzonych w połowie dwudziestego wieku. Dla Noteci jest to wyjątkowe miejsce ponieważ wpływa tutaj do nie j jej największy dopływ czyli rzeka Gwda o długości 145 kilometrów. Zeby dojść do miejsca, w którym jest faktyczne ujście Gwdy trzeba iść wąską ścieżką wzdłuż huty szkła ,odgrodzonej płotem prawie przy samym brzegu. Chociaż już się zdążyłem przyzwyczaić to pogoda mnie nie rozpieszczała.Zaczęło lać. Opuszczając Ujście, musiałem podejść stromą krętą drogą do góry. Muszę przyznać ,że będąc już u góry byłem wykończony. Idąc dalej stromym brzegiem, bałem się ,że mogę się poślizgnąć, tym bardziej, że miałem na nogach kalosze. Na szczęście obyło się bez przykrych niespodzianek. Później szedłem lasem, a w zasadzie leśną ścieżką. Deszcz ustał dopiero koło 14. Doszedłem do przeprawy promowej w okolicach Walkowic , niestety w okresie zimowym nieczynnej. Kilometr dalej rozbiłem obóz. Tym razem mogłem rozpalić ognisko. Gęsta mgła i otaczające moje obozowisko krzaki tworzyły kurtynę, za którą nie był widoczny ogień. Na kolację była zupka chińska z parówkami i kiełbasa z ogniska, a do popicia mleko. Jutro czeka mnie nocleg na przystani w Czarnkowie. Już dość dawno poznałem kilku mieszkańców tego miasta na facebooku, którzy mnie wspierają. No i to jest meta kolejnego mojego etapu. Przeszedłem 21 km. Razem 278 km.

1Gwda w pływa do Noteci-2

Gwda wpływa do Noteci.

2Niedaleko przeprawy promowej Walkowice-2

Niedaleko przeprawy promowej Walkowice.

3Jedno z licznych terenów bagiennych-2

Jedno z licznych terenów bagiennych.

NOTEĆ 2015 Dzień 15

DZIEŃ 15

Wczorajsze ostatnie kilkaset metrów za mostem, przeszedłem polną drogą wyłożoną betonowymi płytami. Podobnie też się zaczął następny dzień. Na śniadanko zrobiłem sandwicze podgrzane na ognisku. Na kiju w kształcie litery „Y” zamocowałem folię aluminiową, na którą położyłem moje kanapki i…. nad ogień. Pychota. Wyruszyłem o godzinie 6.30. Dostępu do Noteci najpierw broniły stawy hodowlane, a później bardzo ciężki teren. W miejscowości Ciszewo zrobiłem sobie dłuższą przerwę, żeby przejrzeć moje zasoby prowiantowe. Okazało się, że muszę dzisiaj zrobić zakupy w sklepie.  Brakuje mi pieczywa, picia i czekolad. Codziennie podczas marszu zjadam przynajmniej jedną tabliczkę. Z piciem jest bardzo różnie, od dwóch litrów do czterech dziennie.  W miejscowości Milcz zrobiłem zakupy w sklepiku wiejskim. O godzinie 14 przeciąłem torowisko Piła-Chodzież. Później teren ponownie przestał być mi przychylny. Bardzo wysoka trawa skutecznie hamowała wózek. Włączyłem GPS w telefonie i okazało się, że odbiłem od rzeki aż około kilometr ,a za trzysta metrów przede mną jest droga polna. Postanowiłem się przebić. Po pół godzinie udało mi się, ale straciłem więcej sił niż podczas całego dnia. Potworne zmęczenie sprawiło, że bezmyślnie rozbiłem obóz około 100 metrów od drogi. Nad namiotem rozłożyste gałęzie pobliskiego dęba tłumiły wiejący wiatr i padający śnieg. Tego wieczora nie było ogniska. W dodatku przepociłem ubranie. Jakby przestało padać. to bym spróbował je wysuszyć.  Zasnąłem już po dwudziestej. Przeszedłem 19 km. Razem 257 km.

1Koziołek i sarny-2

Sarny i koziołek.

2Okolice miejscowości Milcz-2

Noteć w okolicach miejscowości Milcz.

NOTEĆ 2014 Dzień 14

DZIEŃ 14

Dzisiaj mijają dwa tygodnie, jak wędruję wzdłuż Noteci. Dzisiaj już na dobre opuszczę rodzinne tereny i nie napotkam już na drodze rodziny i znajomych. Moje codzienne relacje z wyprawy już przyniosły skutek. Na portalu Kurier Nakielski i na moim profilu na facebooku jest duże zainteresowanie moją wyprawą . Codziennie dostaje miłe komentarze, nawet kilka osób z Czarnkowa, miasta ,przez które będę dopiero przechodził, interesuje się moim wyzwaniem.

Obudziłem się po piątej rano i zacząłem zwijać namiot. Śniegu napadało około 5 centymetrów i zacząłem się zastanawiać czy nie zdjąć kółek, ale postanowiłem najpierw spróbować iść z kółkami przy wózku. Zjadłem śniadanie u przyjaciela Romana w domu. Pomyślałem, że to już pewnie ostatnie śniadanie podczas tej wyprawy w takich warunkach. Podziękowałem za gościnę i ruszyłem dalej. Kiedy opuściłem Osiek nad Notecią, było jeszcze ciemno, drogę znaleźć było bardzo trudno. We wspomnianej miejscowości znajduje się Muzeum Kultury Ludowej. W skansenie tym znajduje się 28 obiektów udostępnionych do zwiedzania, zajmujących powierzchnię 13ha. Zgromadzone są w nim obiekty architektury oraz zbiory etnograficzne z terenu Krajny, Pałuk i Puszczy Noteckiej. Oprócz tego prezentuje ekspozycję archeologiczną. W okolicy znajduje się również Rezerwat przyrody Zielna Góra,usytuowany na jednym z największych wzniesień na Pojezierzu Krajeńskim tj w kompleksie lasów pokrywających Dębową  Górę (192mnpm). Dość szybko okazało się, że teren przy Noteci jest nie do przejścia, zacząłem się oddalać od  rzeki. Tereny były zalane nieraz po 30 centymetrów. Zacząłem błądzić między wąskimi łąkami pozagradzanymi gęstymi krzakami i poprzelewanymi rowami melioracyjnymi. W dodatku kółka przy wózku nie sprawdzały się. Śnieg się lepił do nich. O 9.00 zdecydowałem się na ich demontaż. Temperatura była dodatnia. Posuwałem się bardzo powoli do przodu. Teren był bardzo ciężki. W pewnym momencie przedzierając się przez niezliczone zarośla, straciłem orientację. Słońce było za gęstymi chmurami, zawsze to ono wskazuje mi drogę ,ale nie tym razem. Zostawiłem wózek i postanowiłem iść się rozejrzeć. Zobaczyłem w oddali ambonę myśliwską. Podchodząc do niej zorientowałem się ,że jest bardzo stara, o czym świadczył stan drewna, z którego została zrobiona, jak i, pozycja w jakiej stała. Jedna z czterech nóg była złamana i była lekko przechylona. Zdecydowałem się mimo to wejść na nią ,ponieważ była dość wysoka (około 7metrów) I możliwe było,że zobaczę już z niej most na Noteci na wysokości Białośliwia. Kiedy wszedłem do środka okazało się, że jeszcze za nisko, by się rozejrzeć po okolicy. Zacząłem wchodzić na samą górę, pomyślałem wtedy, że w razie gdyby się przewracała to skoczę w pobliskie krzaki. Będąc już na dachu, kiedy pozostało mi wyprostować się, poczułem ,że ambona myśliwska zaczyna spadać. Bez zastanowienia skoczyłem w krzaki. Upadłęm na jeden bok, uderzając jednym łokciem o ziemię, a nogi wpadły do rowu przechodzącego nieopodal krzaków. Jak się tylko znalazłem na dole, szybko sprawdziłem ,czy aparat nie jest we wodzie. Na szczęście był na plecach. Podczas upadku gałęzie przemieściły go. Wstałem i próbowałem go włączyć, ale ręce mi się za mocno trzęsły. Odczekałem chwilę, uspokoiłem się i włączyłem go. Wszystko było ok. Zrobiłem zdjęcie tej powalonej budowli. Cieszyłem się, że w odpowiednim momencie pomyślałem o wyjściu awaryjnym. Takie sytuacje uczą pokory, ale dodają pewności siebie, która była mi bardzo potrzebna. Ruszyłem dalej chociaż teren był nadal bardzo ciężki. Założyłem z powrotem kółka do sanek, ponieważ po śniegu prawie nic już nie pozostało. Dopiero około 15 doszedłem do wcześniej wspomnianego mostu. Tutaj zmieniłem prawy brzeg na lewy. Przy moście stał pomnik “Bohaterskim Powstańcom Margonińskim którzy w nocy z jedenastego na dwunastego stycznia 1919 roku zdobyli i spalili most na Noteci. Mieszkańcy ziemi Chodzieskiej i Pilskiej” Na drugi kamieniu wypisane były nazwiska bohaterów.  Dwa kilometry dalej rozbiłe obozowisko wśród zarośli, zdala od domostw. Rozpaliłem ognisko. Był pyszny obiadek, zupka chińska z czterema parówkami. Do tego kanapki, już ostatnie zrobione przez moją Madzię. Był to bardzo ciężki dzień. Straciłem dużo sił, a mimo to przeszedłem tylko 15 kilometrów. Przeszedłem 15 km. Razem 238 km.

1Mój wózek-2

Mój wózek.

2Pierwszy raz zdjęte kółka podczas wyprawy-2

Po raz pierwszy zdjęte kółka. Teraz mam sanki.

NOTEĆ 2014 Dzień 13

DZIEŃ 13

Noc minęła spokojnie. Przespałem całą, obudził mnie zegarek o 5.00. Złożyłem namiot ,zjadłem kanapki , przygotowane wczoraj przez moją żonę. W nocy była temperatura minusowa (-2). Pożegnałem się z dozorcą przystani, podziękowałem za gościnę i ruszyłem w drogę. Przeszedłem przez most drogowy na lewy brzeg rzeki ,aby iść niezaludnioną stroną Noteci. Na prawym brzegu leży całe moje rodzinne miasto. Powróciłem na prawy brzeg dwa kilometry dalej przechodząc przez Most Kcyński. Smutno mi się zrobiło , jak mijałem ostatnie lampy mojej rodzinnej miejscowości, przy śluzie nr 9. Przede mną już tylko Dolina Noteci ,z niezliczoną ilością rowów melioracyjnych. Do miejscowości Osiek nad Notecią ,do której zmierzałem, jest to najdzikszy odcinek tej pięknej Doliny. Dzień był bardzo ponury, zapowiadało się, że będzie padać. Kolejną noc według planów mam spędzić u mojego przyjaciel a w Osieku, na jago posesji. Mam nie lada wyzwanie. Muszę przebyć 21 km. Do tego w połowie tego odcinka, na Śluzę Gromadno ma przyjechać Zbigniew Kubisz i mnie filmować. Około godzinę przed spotkaniem, mam go powiadomić. Szedłem samym brzegiem rzeki. Teren stawał się coraz bardziej podmokły. Zdecydowałem się wycofać znad brzegu i poszukać mniej grząskiego terenu. Po paruset metrach drogę przeciął mi rów melioracyjny około trzech metrów szerokości. Zauważyłem nad nim zwaloną kłodę, przez którą chciałem przeciągnąć wózek. Niestety przeciągając wózek liną, zaczął się niebezpiecznie staczać na dół. Nie zastanawiając się długo, wskoczyłem do rowu i przytrzymałem mój ekwipunek. Niestety zmoczyłem się po pas. Przemókł mi również telefon, wyłączyłem go czym prędzej i postanowiłem wysuszyć go dopiero u przyjaciela w Osieku. W takiej sytuacji nie mogłem powiadomić Kubisza ,że zbliżam się do śluzy. Ruszyłem czym prędzej w tym przemoczonym ubraniu. Szybki marsz sprawił ,że nie było mi zimno. Ubrania nie chciałem zmieniać, bo było mi szkoda .Tym bardziej ,że cały czas przechodziłem przez te rowy, nie zważając na wodę. Temperatura powietrza wynosiła około 2 stopni Celsjusza. Ważne ,by wózek był suchy. W takim tempie do Osieka doszedłem około 15.30. Byłem wykończony. Na miejscu rozbiłem namiot w ogrodzie, wykąpałem się, zjadłem pyszny obiad, i co najważniejsze wysuszyłem ubranie. Okazało się, że telefon jak wysechł to działał bez zarzutu. Poinformowałem Zbigniewa Kubisza o mojej przygodzie i przeprosiłem, że  nie mogłem się z nim skontaktować. O godzinie 20 z minutami zaczął padać śnieg, pierwszy podczas wyprawy. Przeszedłem 21 km. Razem 223 km.

1Na jednym z uschniętych drzew przed Osiekiem-2

Na uschniętym drzewie niedaleko Osieka Nad Notecią.

2Łanie_

Łanie.

3Nocleg w Osieku nad Notecią na posesji moich przyjaciół rodziny Kadeckich-2

Nocleg w Osieku nad Notecią na prywatnej posesji moich przyjaciół rodziny Kadeckich.

NOTEĆ 2014 Dzień 12

DZIEŃ 12

Do późnego wieczora wiał silny wiatr, później przyszła ulewa, a następnie mróz (-4). Nad ranem bobry  urządziły sobie chyba konkurs skoków do wody. Co jakiś czas słyszałem głośne chlupnięcie o wodę. Popełniłem błąd przy rozbijaniu obozowiska. Zrobiłem to za blisko rzeki. Kiedy rano chciałem otworzyć namiot, okazało się, że suwak zamarzł, a cały namiot pokryty był lodem. Zacząłem szybko go składać, bo było już późno, a ja na godzinę 8.00 byłem umówiony w Chobielinie z grupą harcerzy, która miała mi towarzyszyć aż do przystani w Nakle. Za pięć ósma byłem gotowy do marszu. Harcerze z panią Ewą Hoppe na czele, stawili się również punktualnie. Również Zbyszek Kubisz był na czas i zaczął kamerować . Niestety w pewnym momencie potknął się, upuszczając aparat. Nadawał się on jedynie do serwisu. Szybko okazało się, że teren z Chobielina do Nakła jest bardzo trudny. Wysoka trawa blokowała sanki, w pewnym momencie byłem już tak zmęczony ,że harcerze mi pomagali. Później wycofaliśmy się na łąki bardziej dostępne. Krótko przed dziesiątą dotarliśmy na przystań, gdzie czekała na mnie moja żona, mama i Andrzej Kinderman- Wicestarosta Nakielski, Dariusz Konwiński Kierownik Referatu Turystyki i Sportu, kilku fotografów, jak i znajomych. Po przywitaniu się z rodziną i krótkim wywiadzie do Radio Nakło, wicestarosta pogratulował mi pomysłu na wyprawę, wręczając mi pamiątkową odznakę, jak i  inne upominki. Później wypiłem herbatę i zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie. Udzieliłem jeszcze wywiadu do Gazety Pomorskiej, po czym wszyscy rozeszli się, a ja część ekwipunku zostawiłem na przystani a resztę zabrałem do domu do suszenia. Nakielska marina to basen portowy o powierzchni 10 tys. m², został oddany do użytku 26 października 2011 roku. We wrześniu tego roku zostanie dokończona budowa bosmanatu, sali konferencyjno-dydaktycznej, warsztatu szkutniczego, hangaru na sprzęt wodny, boiska sportowego oraz  palacu zabaw.Nadnotecka przystań ma ożywić turystykę wodną w regionie, a także spopularyzować Drogę Wodną E-70, która prowadzi z Antwerpii przez Niemcy, Polskę, Litwę do Kłajpedy. O godzinie 12 byłem w domu. Moja córka Zuzia przyszła z przedszkola uradowana, że nareszcie widzi tatusia. Kiedy wykąpałem się i najadłem ruszyłem zrobić zakupy na dalszy etap mojej wędrówki i zanieść kartę pamięci ,aby odzyskać zdjęcia, które nie mogłem odczytać. Taki dzień minął szybko, zanim się spostrzegłem już była dwudziesta i czas był się spakować i wracać na przystań. O 22 stawiłem się na przystani, gdzie rozbiłem namiot i położyłem się spać. Od jurta kolejny etap z Nakła do Czarnkowa. Dojście do Nakła zajęło mi 12 dni. Przeszedłem 6 km.Razem 202 km.

1W okolicach Nakła(fot. Z. Kubisz)-2

Niedaleko Nakła.

2Na przystani w Nakle przyjmuje gratulacje od Starosty Andrzeja Kindermana(fot. Z. Kubisz)(-2

Na Przystani w Nakle otrzymuje gratulacje od Starosty Nakielskiego Andrzeja Kindermana (fot. Zbigniew Kubisz).

NOTEĆ 2014 Dzień 11

DZIEŃ 11

Nad ranem obudził mnie deszcz. Postanowiłem poczekać ,aż przestanie padać. O godzinie ósmej z minutami zacząłem składać namiot. Po deszczu nie było już śladu. Nie chciało mi się ponownie rozpalać ogniska tym bardziej ,że wszystko było przemoczone i dlatego suchy prowiant musiał starczyć. Kilka kanapek i sok o smaku wiśnia-jabłko załatwiło temat śniadania. Jak już wcześniej wspomniałem Noteć została już w dużym stopniu wyprostowana, a mimo to pozostałości po zakolach pozostały tworząc małe sadzawki.  Cześciowo zarośnięte tworzyły swego rodzaju zaporę nie do przejścia dla mnie. Czasami zdarzało się, że musiałem zawrócić i obejść takie miejsce. Rowów melioracyjnych przybywało z dnia na dzień. Doszedłem do wsi Tur, która ma bardzo ciekawą historię. Licząca teraz około 1000 mieszkańców miejscowość trzykrotnie miała przyznawane prawa miejskie. Po raz pierwszy zrobił to w roku 1539 król Zygmunt I Stary, później czynili to Zygmunt August (1549) i Stefan Batory (1590). W latach późniejszych Tur stanowił własność szlachecką. Po 1772, tj. znalezieniu się miejscowości w granicach Prus, nastąpił napływ osadników z Niemiec. W XIX wieku, gdy Tur rozwijał się szczególnie intensywnie, istniało tu aż sześć mostów, dwa młyny i tyleż spichrzów, huta szkła, tartak, restauracja, piekarnia, mleczarnia, bank spółdzielczy, wodospad i kąpielisko. Dawni gospodarze Turu spoczywają na starym, zaniedbanym cmentarzu ewangelickim przy ul. Bydgoskiej.W latach 1812-1827 dobra Turu należały do ministra Księstwa Warszawskiego Stanisława Brezy. Podczas II wojny światowej, w latach 1941-1942 Niemcy urządzili tu obóz dla jeńców brytyjskich, wziętych do niewoli w rejonie Dunkierki w 1940 (podobóz Stalagu XXI B).U schyłku ostatniego zlodowacenia bałtyckiego w miejscu obecnej miejscowości płynęła na zachód ogromna Prawisła. Gdy wody nieco opadły, w dolinie pojawiły się bagna, rozlewiska, jeziora. Jedno z takich jezior sięgało do Turu (Jezioro Turskie). W czasach antycznych przez puszczę przebiegała jedna z nitek słynnego Szlaku Bursztynowego – z terenów Wielkopolski nad Bałtyk. Pierwsza wzmianka historyczna o Turze pochodzi z 1337 roku, kiedy król Kazimierz III Wielki zezwolił na przeprowadzenie przeprawy na rzece Noteć. Datę tę przyjmuje się jako datę powstania wsi. Nazwa miejscowości pochodzi od tura – wymarłego ssaka, żyjącego dawniej w okolicznych lasach. Robiąc zakupy w pobliskim sklepie  trzech panów pijących piwo przed sklepem przyglądało się mojemu wózkowi. A kiedy wyszedłem z zakupami jeden z nich spytał mnie, czy to czasami nie ja wędruję wzdłuż Noteci. Kiedy potwierdziłem, powiedział mi ,że mówili o mojej wyprawie w Radio Nakło. Kilka minut opowiadałem im o moich przygodach, po czym ruszyłem dalej. Mijając Tur lewą stroną rzeki, na prawym brzego widziałem wspomniałą Hutę Szkła. W tych rejonach Dolina Noteci jest często bardzo podmokła. Tak było i tym razem. Rowy melioracyjne z pól metrowych zrobiły się dwumetrowej szerokości. Podczas pokonywania jednego z nich, kiedy postanowiłem skoczyć na pochyloną brzozę znajdującą się po drugiej stronie a później na linie przeciągnąć mój ekwipunek. Skok mi się udał, ale podczas przeciągania ekwipunku pękła gałąź, na której zapierałem nogę i część ekwipunku zmoczyłem. Na szczęście śpiwór nie ucierpiał. Przez resztę dnia suszyłem mokre ubrania  na sobie wykorzystując wietrzną pogodę. W połowie odcinka między Turem a Chobielinem, rozlewiska były tak duże, że wycofałem się na drogę polną. Idąc, często omijałem zwalone drzewa przez bobry.Minąłem martwy brzozowy las, który sprawiał ,że ten teren wyglądał złowrogo i mrocznie.  Dochodząc do Chobielina, widziałem na prawym brzegu piękny dziewiętnastowieczny młyn wodny zbudowany metodą szachulcową. Po drugiej stronie Noteci, znajduje się dworek, w którym mieszka Radosław Sikorski Minister Spraw Zagranicznych. Rozbiłem obozowisko przy samej Noteci, w okolicach tej miejscowości. Przeszedłem 11 km. Razem 196 km.

1Suszenie ekwipunku po nieudanym pokonywaniu rowu melioracyjnego-2

Suszenie ekwipunku po nieudanym pokonywaniu rowu melioracyjnego.

2Młyn W Chobielinie-2

Młyn w Chobielinie.

3Moje obozowisko w okolicach CHobielina-2

Moje obozowisko niedaleko Chobielina.

NOTEĆ 2014 Dzień 10

DZIEŃ 10

Wstałem o godzinie szóstej, a godzinę później ruszyłem w drogę. Na wysokości miejscowości Dębinek,  zaczął padać deszcz. Silny wiatr z wczorajszego dnia pozostał, co było dodatkowym dyskomfortem. Po przerwie śniadaniowej, jaką zrobiłem sobie pod dużą wierzbą, stwierdziłem, że mam przebitą oponę w moim wózku. Postanowiłem jak najszybciej wyjść na asfalt i spróbować znaleźć wulkanizację. Udało mi się to po godzinie w miejscowości  Małe Rudy. Był to niewielki punkt wulkanizacyjny, na małym podwórku, raczej dla samochodów osobowych. Kiedy wszedłem na posesję ,właściciel razem z jednym klientem, patrzyli na mnie z zaciekawieniem. Okazało się ,że gałązka od akacji przebiła oponę. Wszystko jednak przebiegło po mojej myśli i w południe mogłem ruszyć dalej. Właściciel nie chciał zapłaty za usługę. Powiedział tylko ,że skoro idę tak daleko, to nie ma sprawy i życzy mi powodzenia. Miałem szczęście, że udało mi się w sobotę tak szybko naprawić mój wózek. Wróciłem na łąki nadnoteckie około 2 kilometry przed Zamościem. Minąłem drewniany mostek, przerzucony przez rzekę , bardzo prowizoryczny, który służył chyba jedynie do przejścia bydła na drugą stronę rzeki. Kilometr dalej zaczął mnie nagrywać Zbigniew Kubisz. Ciężką próbę miałem przechodząc przez most kolejowy, ponieważ nie miał nawierzchni tylko poprzeczne belki, na których leżały szyny. Musiałem przeciągnąć wózek po jednej z szyn i patrzeć jeszcze, żeby stąpnąć na belkę. W przypadku złego stąpnięcia groził mi w najlepszym razie spadek z wysokości około 7 metrów do Noteci. Całość nagrywał wspomniany reporter. Po przejściu tej przeszkody ruszyłem dalej. Od tego miejsca, Dolina Noteci jest coraz bardziej widoczna. Lewy brzeg  to kilku kilometrowa łąka poprzecinana rowami melioracyjnymi. Na samym jej końcu jest wysoki brzeg  porośnięty lasem liściastym. Jesienią ,kiedy tutaj szedłem mienił się wieloma kolorami. Do tego rzeka robi się bardzo kręta, tworząc piękne zakola. Prace regulacyjne na Noteci Dolnej przeprowadzono w latach 1863-1915 doprowadziły do tego, że między Nakłem, a ujściem Drawy zbudowano 14 stopni wodnych oraz wykonano 105 przekopów likwidujących zakola rzeki o promieniu poniżej 180 m, skracając bieg Noteci na tej przestrzeni ze 169,8 km na 140,1 km. Kolejną miejscowością na mojej trasie jest Tur. Tyle, że to dopiero następnego dnia. Musiałem znaleźć nocleg .Tym razem z możliwością rozpalenia ogniska. Na szczęście udało mi się znaleźć takie miejsce,jakieś trzy kilometry od Turu .Z daleka widać już było komin z miejscowej Huty Szkła ,która istnieje od 1842 roku. Mała polanka obrośnięta gęstymi krzakami z trzech stron była idealnym miejscem na nocleg z ogniskiem. Kiełbasa z kija i kanapki we folii aluminiowej były pyszne. Nareszcie zjadłem coś ciepłego . Wieczór był chłodny, ale dopóki byłem przy ognisku było mi ciepło i przytulnie. Później szybko wskoczyłem do śpiworu i zasnąłem. Przeszedłem 15 km. Razem 185 km.

2Zachód słońca-2

Zachód słońca.

1 DREWNIANY MOSTEK KOŁO RYNARZEWA-2

Drewniany mostek niedaleko Rynarzewa.

3Żeremie bobrowe-2

Żeremie bobrowe.

NOTEĆ 2014 Dzień 9

DZIEŃ 9

Pożegnałem się z rodziną około siódmej i ruszyłem dalej. Teraz moim kolejnym małym celem była moja rodzinna miejscowość Nakło nad Notecią do której pozostało mi około 50 kilometrów. Wczorajszą wędrówkę zakończyłem w okolicach Lubostronia, i dzisiaj od tego miejsca kontynuowałem ją.W tej miejscowości znajduje się Pałac wybudowany w latach 1995 do 1800 roku pałac klasycystyczny rodu Skórzewskich z pięknym parkiem. Pałac nawiązuje w swym kształcie do Villa Rotonda z Vicenzy autorstwa Palladia, warszawskiej Królikarni Merliniego i Villa Trissino z Meledo. Zbudowany jest na planie kwadratu, z ośmiokolumnowym portykiem wielkiego porządku i szerokimi schodami na fasadzie frontowej. Na portyku widnieje napis „SIBI AMICITIAE ET POSTERIS MDCCC” (Sobie, przyjaciołom i potomnym 1800). Pozostałe fasady posiadają cztero kolumnowe portyki przyścienne. Budynek jest dwukondygnacyjny z centralną trzykondygnacyjną salą rotundową przykrytą kopułą z blachy miedzianej na tamburze. Kopułę wieńczy brązowa postać dźwigającego kulę ziemską Atlasa, wykonanego pod koniec XIX wiek przez Władysława Marcinkowskiego. Tutaj rzeka płynie prawie przy samej drodze. Skorzystałem z bitumicznej nawierzchni inszedłem nią pare dobrych kilometrów. Dopiero 2 kilometry przed Łabiszynem wróciłem na bezdroża. We wspomnianym miasteczku postanowiłem zrobić zakupy, podchodząc do marketu zatrzymał mnie radiowóz, policjanci pytali mnie o cel wyprawy, kiedy im opowiedziałem o moim celu, stwierdzili że popilnują mój wózek do czasu robienia zakupów w markecie. Chętnie skorzystałem z propozycji. Kiedy wychodziłem z zakupów policjanci życzyli mi powodzenia i pojechali. Ja ruszyłem dalej. Zaczął padać deszcz. W myślach zarzartowałem sobie że dawno nie padało. Ruszyłem dalej lewym brzegiem Noteci. Polna droga niemal cały czas biegła nad rzeką, minąłem pierwszą śluzę w Antoniewie. Następnie elektrownie wodną we Frydrychowie. Od tego miejsca Noteć otoczona jest już Doliną Noteci aż do samego ujścia w Santoku. Pojawiły się pierwsze żeremie bobrowe. Ich obecność jest naznaczona  kikutami wyciętych drzew a czasami niedokończoną jeszcze wycinką. Obozowisko rozbiłem na ogromnej łące przy ambonie myśliwskiej. Jak się później okazało była mi ona potrzebna do zasięgu internetu, bo w namiocie nie miałem. Kolejny dzień który przeminął pod znakiem deszczu. Wieczorem przestało padać i zaczął wiać silny wiatr. Postanowiłem wywiesić na sznurku śpiwór żeby choć trochę się wysuszył. W tym czasie wziąłem latarkę czołówkę, zresztą jedyną jaką wziąłem na wyprawę I poszedłem się przejść po okolicy . Po godzinie wróciłem I faktycznie śpiwór był już prawie suchy. Nie mogłem zasnąć I zacząłem przeglądać zdjęcia, wtedy to okazało się że nie mam zdjęć z czterech dni. Wzbudziło to mój niepokój. A le nie miałem zamiaru panikować z tego powodu. Jak dojdę do Nakła to oddam kartę pamięci do firmy aby odzyskała zawartość .Zasnąłem około 22. Bardzo późno jak na mnie. W nocy obudziłem się raz, jak zaczęło padać. Przeszedłem 19 km. Razem 170 km

1Powalona olszyna przez bobry-2

Powalona olszyna przez bobry.

3Na samym koniuszku-2

Na samym koniuszku.

2Grzyby na pniu-2

Grzyby.

NOTEĆ 2014 Dzień 8

DZIEŃ 8

W nocy znowu padało. Mimo to spałem jak suseł.Nie przeszkadzał mi już nawet mokry śpiwór który po raz kolejny już był zawilgocony.  O siódmej wyruszyłem w dalszą wędrówkę a godzinę później w Barcinie byłem umówiony ze Zbyszkiem Kubiszem który chciał mnie kamerować jak będę przechodził przez tą miejscowość.  Oczywiście redaktor kuriera nakielskiego był punktualnie. Ja  również koło ósmej dotarłem bez  problemów do Barcina. 9000 tysięczne miasteczko ma jedyny w swoim rodzaju deptak wzdłuż Noteci. Od strony wschodniej zaczyna się  przy kosciele  pw. Świętego Jakuba Większego  wraz z pięknym skwerem  i współczesnymi rzeźbami. Idąc dalej wzdłuż rzeki z daleka rzuca się w oczy w kolorze pomarańczowym kładka dla pieszych przez Noteć.  Koło niej znajduje się duży plac zabaw z siłownią na powietrzu.  Również w tej okolicy znajduje się pomost  z małą przystanią wodną. Kiedy przeszedłem przez kładkę pożegnałem się ze Zbyszkiem który skończył nagrywanie i poszedłem dalej. Dzisiaj nocleg miałem spędzić u mojej teściowej na posesji, a co najważniejsze to to że zobaczę moją żonę i córkę. Zostawiłem Barcin za plecami i doszedłem do Jeziora Wolickiego charakteryzującego się  owalnym kształtem, powierzchnia 243,5 ha przy maksymalnej głębokości 15,4 m.  Mijając to jezioro  doszedłem do drogi 251 Barcin-Żnin gdzie z mostu  przerzuconego przez rzekę widać wyraźnie jak Noteć wpływa do tego akwenu. Później pozostał już tylko kilka kilometrów do Józefinki, gdzie mieszka moja teściowa z rodziną.  W dzień pogoda mnie oszczędziła. Niebo było zachmurzone ale nie padało. Przed Lubostroniem skręciłem w prawo odbijając od Noteci aby 2 kilometry dalej dojść do mojego kolejnego miejsca noclegu. Zuzia wybiegła mi już naprzeciw i rzuciła mi się na szyję. Dla takich chwil warto żyć!!! Po przywitaniu się z rodziną zacząłem suszyć moje ubranie i śpiwór. Namiot rozbiłem w ogródku pomimo protestów mojej teściowej która chciała abym spał w domu. Zjadłem pyszny obiad. Już mi brakowało takiego swojskiego jedzenia. Przeszedłem  13 km. Razem 151 km

3Noteć między Barcinem a Lubostroniem-2

Noteć między Barcinem a  Lubostroniem.

1Serce-2

Serce.

2Wypływająca Noteć z Jeziora Wolickiego-2

Wypływająca Noteć z Jeziora Wolickiego.

NOTEĆ 2014 Dzień 7

DZIEŃ 7

Ten dzień zacząłem wyjątkowo wcześnie, cały czas budziłem się słysząc wjeżdżające tiry z pobliskiej firmy.  Już przed szóstą rano rozpocząłem wędrówkę, a pół godziny później minąłem miejscowość Pakość.  Szkoda że przechodziłem przez nią jak jeszcze było ciemno , ponieważ to bardzo interesujące miasteczko.Jest ważnym ośrodkiem kultu religijnego Kościoła katolickiego. Znajduje się tu Kalwaria Pakoska, która jest drugim co do ważności dla katolików (zaraz po Kalwarii Zebrzydowskiej) tego typu miejscem kultu w Polsce. Tutaj są przechowywane największe w Polsce Relikwie Krzyża Świętego a od 2012 również relikwie Jana Pawła II.Przebiega tędy jeden z najważniejszych szlaków turystycznych w Polsce – Szlak Piastowski. W pobliskim sklepie zaopatrzyłem się w świeże pieczywo i wędlinę.  Około siódmej zaczęło lać. Postanowiłem kontynuować wędrówkę mimo przemoczenia. Przed Wojdalem  szedłem wzdłuż Jeziora Mielno od strony zachodniej przez które Noteć przepływa. Wschodnią stornę znam dobrze ponieważ podczas jednej z wypraw przygotowujących szedłem właśnie tą stroną. Teren był bardzo ciężki, dlatego tym razem zdecydowałem się spróbować wędrówki drugim brzegiem.Plaża nad tym akwenem wyglądała jak za czasów PRL-u. Później to już teren wielkich żwirowni koło Wojdla z kąd rzeka płynie dalej w kierunku Barcina. Po czterech godzinach ulewy, przestało padać. Zmęczenie dawało znać o sobie. Postanowiłem zrobić dłuższą przerwę. Położyłem się na sankach, na plecaku i natychmiast zasnąłem. Niestety, obudził mnie deszcz. Spałem jakieś pół godziny. Zjadłem posiłek i ruszyłem dalej. Zaczęła się malownicza okolica Noteci. Las liściasty na przemian z iglastym, małe łąki wydarte naturze porośnięte naokoło trzciną, rosnącą w podmokłych miejscach.  Gęste tereny krzaczaste gdzie nie sposób się dostać. Pozostaje jedynie ominąć je. Tutaj maszyny rolnicze są w stanie wjechać tylko w porach suchych. Minąłem  małe jezioro Sadłogoskie. Szedłem cały czas lewą stroną rzeki. Parę kilometrów przed Barcinem zauważyłem stary cmentarz. Po obejżeniu kilku nagrobków stwierdziłem że są to mogiły poniemieckie. Cały czas padał deczcz. Ruszyłem dalej, a  dwa kilometry od  Barcina rozbiłem obóz. Przeszedłem 18 km. Razem 138 km.

2Między Wojdalem a Sadłogoszczem-2

Między Wojdalem a Sadłogoszczem.

image747-2

Noteć w okolicach Wojdala.

NOTEĆ 2014 Dzień 6

DZIEŃ 6

O godzinie piątej z minutami wyruszyłem z Kruszwicy. Pełen nadziei, że w końcu pogoda będzie trochę lepsza, choć według prognoz mróz przez najbliższy tydzień nie miał przyjść. Kiedy opuściłem Kruszwicę zaczęło padać, najpierw był to kapuśniak by po chwili zmienić się w ulewę. W miejscu w którym Noteć opuszcza Gopło  tak mocno padało i w dodatku było ciemno że nie robiłem zdjęć.  Tutaj to już nie struga, to szeroka rzeka. Od jeziora Gopło do Nakła prace regulacyjne przeprowadzono w latach 1878-1882. Doprowadziły one do budowy Kanału Górnonoteckiego wraz z 6 stopniami wodnymi, budowy dwóch śluz na Noteci, a także pogłębienia oraz wyprostowania koryta rzecznego poprzez przekopy o długości 30 km. Starałem się iść wzdłuż brzegu ale teren był praktycznie nie do przejścia. Wycofałem się do miejsca gdzie było w miarę sucho. Szedłem bardzo wolno, byłem kompletnie zmoczony, w połowie drogi między Kruszwicą a Inowrocławiem postanowiłem iść torowiskiem. Niestety ta decyzja nie była zbyt trafna, wózek między torami mieścił się ale jedna strona kół jechała po śrubach mocujących szyny i obawiałem się o przebicie kół. Dochodząc do Inowrocławia wyszło słońce. Podąrzając dalej doszedłem do miejsca gdzie rzeka dzieli się na dwie odnogi: Noteć i Starą Noteć. Ja postanowiłem iść wzdłuż tej drugiej, ponieważ myślę ż jest bardziej ciekawa, węższa ale za to płynąca w pięknej dolinie przepływając przez małe jeziorka i dopiero na końcu wpływa do jeziora Pakoskiego a następnie łączy się z Notecią aby dalej już do samego końca płynąć w jednym korycie. Minąłem jezioro Węgiereckie połączone z jeziorem Piotrkowskim. Jest to nieduży akwen, mniejszy niż 50ha. Wypływając z niego Stara Noteć płynie dalej aby po paru kilometrach wpłynąć do Jeziora Ludziskiego, kolejnego kameralnego akwenu. Później to już duże Jezioro Pakoskie leżące nad miejscowością Janikowo. Na trasie zatrzymał mnie mężczyzna i spytał po ile złom skupuje? Kiedy powiedziałem mu że nie skupuje to spytał się po ile skupuje akumulatory. Postanowiłem nie tłumaczyć tylko iść dalej nie zwracając na niego uwagę. Kiedy wchodziłem do tego miasteczka już zaczęło się ściemniać. Wiedziałem że muszę się spieszyć żeby nie rozbijać namiotu po ciemku. Niestety nawet za tym miastem teren nie był zbyt ciekawy do rozbicia obozu. byłem już tak zmęczony że postanowiłem rozbić obozowisko na przeciwko firmy spedycyjnej do której przez całą noc wjeżdżały i wyjeżdżały ciężarówki.  Rozbijałem już namiot po ciemku. Żeby wynagrodzić trudy dnia otworzyłem drugi z trzech zestawów  prowiantu wojskowego.  Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Przeszedłem 22 km. Razem 120 km.

2Stara Noteć-2

Stara Noteć.

4Kolej linowa Janikowskich Zakładów Sodowych w okolicach Janikowa-2

Kolej linowa Janikowskich Zakładów sodowych w okolicach Janikowa.

3Jedno z rozlewisk Starej Noteci-2

Jedno z rozlewisk Starej Noteci.

NOTEĆ 2014 Dzień 5

DZIEŃ 5

Wstałem już o 5.30 żeby jak najszybciej dojść do Kruszwicy. Noc nie była łatwa. Budziłem się, ponieważ śpiwór był coraz bardziej wilgotny. Liczę na to że po kolejnej nocnej ulewie,  dzień będzie słoneczny. Pozostało mi 17km. Krótko po godzinie szóstej byłem jż w drodze. Poranek był jeszcze wilgotny. Z nieba leciał przysłowiowy kapuśniaczek ale widać było na widnokręgu że przyjdzie zmiana w pogodzie. Od wschodu nadchodziło bezchmurne niebo. temperatura rano wynosiła 3stopnie celcjusza. Do Gopła w dalszym ciągu dostęp był ograniczony. Około godziny 11 kiedy fotografowałem  jedną z z malowniczych plaż tego pięknego akwenu podszedł do mnie mężczyzna który przedstawił się jako leśniczy. W   pierwszym momencie uznał mnie za bezdomnego. Jednak kiedy opowiedziałem mu o mojej wyprawie, bardzo się zdziwił szczególnie nocowaniem w namiocie. Zaczął mi opowiadać o Nadgoplańskim Parku Tysiąclecia. Dowiedziałem się że:

Obszar Ostoi Nadgoplańskiej w znacznej mierze pokrywa się z siedliskowym obszarem Natura 2000 Jezioro Gopło PLH040007 (13 459,4 ha). W jej granicach znalazła się większa część Parku Krajobrazowego Nadgoplański Park Tysiąclecia (13 057,30 ha) w województwie kujawsko – pomorskim oraz noszący tę samą nazwę park krajobrazowy w województwie wielkopolskim (3974,59 ha), a także rezerwat przyrody „Nadgoplański Park Tysiąclecia” (1882,65 ha). W okresie przelotów nad Gopłem zatrzymują się stada migrujących gęsi liczące do 18 tys. osobników, w tym gęsi białoczelnej (do 12 500 osobników), gęsi zbożowej (do 10 000 osobników) i gęgawy (do 7000 osobników). Ostoja Nadgoplańska jest także miejscem zimowania gęsi oraz terenem jesiennych zlotowisk żurawi gromadzących 1500–2500 osobników.

Kiedy opuszczałem brzeg akwenu żeby iść dalej, leśniczy poszedł ze mną około 200 m aż do swojej posesji, pasł się tam kucyk o imieniu Elwis. Pożegnałem się z  leśniczym i poszedłem dalej w kierunku Kruszwicy którą było już widać po uprzemysłowionej części tego miasta. Komin od cukrowni jak i o fabryki margaryny. Miasto zamieszkuje około 9 tys. Mieszkańców. Najstarsze ślady osadnictwa pochodzą z neolitu – ok. 3900-1800 p.n.e., na ok. 500 rok p.n.e. datuje się gród na Ostrowie Rzępowskim (obecnie Półwysep Rzępowski). Osadnictwo na tym terenie było podyktowane żyznością gleb, bogactwami naturalnymi i dogodnym położeniem geograficznym. Rozwojowi Kruszwicy sprzyjało położenie na „szlaku bursztynowym” i na szlaku z Wielkopolski na Ruś. Szlak wodny prowadzący od Warty, poprzez jezioro Gopło do Wisły był dodatkowym atutem Kruszwicy. Kruszwica w tym czasie była niewielką osadą o charakterze otwartym. Pogoda tego dnia znacznie się poprawiła. Wyszło słońce a niebo było bezchmurne. Wysuszyłem wszystkie trzy pary moich spodni ubierając je jako mokre a zdejmując już suche itd. To taka moja metoda na suszenie ubrań. Jest to jedyna możliwość wysuszenia rzeczy. Dochodząc do Kruszwicy zadzwoniłem do właściciela posesji Domki Nad Gopłem aby powiedzieć mu że za godzinę będę.

O godzinie 14 doszedłem do miejsca mojego kolejnego noclegu. Właściciel posesji pokazał mi gdzie mogę rozbić namiot, skorzystać z toalety i podładować telefon i aparat. Skosztowałem także chleba domowej roboty jak i wędzonych kiełbasek. Na drabince która była częścią placu zabaw rozłożyłem śpiwór aby przesechł, a sam poszedłem się zdrzemnąć do namiotu. Po godzinie obudziłem się I ku mojemu zdziwieniu śpiwór był już suchy. Jednak słońce z domieszką wiatru czyni cuda!

Poszedłem na Półwysep Rzępowski  gdzie znajduje się słynna Mysia Wieża jak I piękny widok na jezioro Gopło. Zachód słońca był piękny. Ucieszył mnie, bo wzbogacił moją kolekcję fotografii z wyprawy. Cieszę się iż bezinteresowna pomoc Pana: domki nad Gopłem sprawiła że mogłem skorzystać tego dnia z takich dobrodziejstw jak prąd I ciepła woda.

I tak zakończył się pierwszy etap mojej wędrówki po 98 kilometrach. Oczywiście nie chciałem już rezygnować z kontynuacji wyprawy, Dzisiejszy dzień podniósł moje morale.

2Jedna z licznych wysepek na Jeziorze Gopło-2

Jedna z licznych wysp na Jeziorze Gopło.

3Pierwszy nocleg z prądem i ciepłą wodą. Kruszwica. Pensjonat Domki nad Gopłem-2

Pierwszy nocleg z prądem i ciepłą wodą.

4Jezioro Gopło o zachodzie słońca-2

Zachód słoń ca nad Jeziorem Gopło.

NOTEĆ 2014 Dzień 4

DZIEŃ 4

Noc miałem bardzo niespokojną,  często budziłem się, w dodatku spałem w mokrym śpiworze.  Kiedy nad ranem zasnąłem już z przemęczenia odudziła mnie ulewa. Postanowiłem przeczekać deszcz i dopiero zwinąć obozowisko. Przestało padać o 7.30 a zacząłem wędrówkę godzinę później. O wczorajszym dniu postanowiłem już nie myśleć tylko skupić się na zaliczeniu kolejnego dnia wyprawy. Tego dnia telefon miałem przez niemal cały dzień włączony ponieważ zastępował mi zniszczoną wczoraj mapę. Na szczęście teren nie był zbyt wymagający. Tereny podmokłe łatwo było obejść i bliskość  ścieżek i dróg sprawiało że miałem jak się ratować w razie trudnego terenu. Podczas korzystania z dobrodziejstw dróg z naprzeciwka nadjeżdżał golf 2. Zwalniał coraz bardziej kiedy sie do mnie zbliżał a na mojej wysokości się zatrzymał. Siedziało w tym pojeździe dwóch meżczyzn, kierowca uchylił szybę i spytał mnie: Co się dzieje? Ja odpowiedziałem że nic, poprostu wędruję wzdłuż Noteci od źródeł do ujścia. Patrzeli na mnie z zaciekawieniem i zdumieniem. Po paruminutowej konwersacji życzyli mi powodzenia i odjechali. Po 13 doszedłem do miejsca gdzie Noteć wpływa do kanału ślesińskiego. Sam kanał zrobił na mnie duże wrażenie swoją wielkością. Cały ma długość  32km i łączy rzekę Wartę z Jeziorem Gopło. Nie jest zbyt malowniczy ponieważ jest prosty bez łuków i zakoli. Wizualnie nie wygląda na naturalny no i też taki nie jest. Kanał składa się z trzech odcinków: kanału sztucznego o długości 8,5 km, od Warty do Jeziora Pątnowskiego;ciągu naturalnych jezior o długości 15,7 km (jeziora Pątnowskie, Wąsowsko- Mikorzyńskie, Ślesińskie) oraz Jeziora Czarnego, połączonego z Jeziorem Ślesińskim przekopem o długości 1,8 km;  kanału sztucznego o długości 7,8 km od Jeziora Czarnego do Jeziora Gopło. Idąc dalej w kierunku jeziora natknąłem się na bardzo malowniczy strumień przy pozostałościach starego młyna. Zrobiłem tam sobie przerwę parominutową i ruszyłem dalej. Chciałem tego dnia zrobić jak najwięcej kilometrów aby piątego dnia kiedy dotrę do Kruszwicy gdzie mam umówiony nocleg na prywatnej posesji, gdzie będę mógł podładować baterie od telefonu i aparatu oraz skorzystać z toalety. W miejscowości Mielnica duża zrobiłem kolejne zakupy. To niedaleko tej wsi Kanał Slesiński wpływa do jeziora Gopło zwanego dawniej Mare Polonorum, czyli Morze Polaków – największe jezioro Pojezierza Wielkopolsko-Kujawskiego i dziewiąte pod względem powierzchni w Polsce.Szedłem zachodnią stroną tego akwenu. Niestety o ognisku tego wieczora nie mogłem nawet marzyć ponieważ szedłem już w Nadgoplańskim Parku Tysiąclecia.  to miejsce lęgowe licznych gatunków ptactwa wodnego, błotnego i lądowego oraz miejsce ich odpoczynku podczas wiosennych i jesiennych przelotów. Park ten powołany został nie tylko dla ochrony ptaków, ale również dla zabezpieczenia wartości historycznych tego regionu związanych z początkiem państwa polskiego.Nad Gopłem, jak dowodzą prowadzone badania archeologiczne stałe osadnictwo istniało już w epoce kamiennej. Kruszwica w przeszłości posiadała rangę stolicy Książęcej, Królewskiej i biskupiej a prawa miejskie nadał jej w 1422 roku Król Władysław Jagiełło. Iść samym brzegiem jeziora było niemożliwością ponieważ tereny bagienne i trzcinowiska tworzyły barierę nie do przejścia. Dlatego szedłem też polami, łąkami a jak była możliwość to drogami w niedalekiej odległości od tego pięknego akwenu. Dzisiejszą wędrówkę skończyłem o godzinie 15.30.  Przeszedłem 20 km.  Razem 81 km.

4Noteć wpływa do Kanału Ślesińskiego-2

Noteć wpływa do Kanału Ślesińskiego

2Często spotykane ruiny domów na Kujawach-2

Ruina domu.

1Noteć-2

Noteć.