Archiwa kategorii: Noteć 2014

Opis w Noteć

NOTEĆ 2014 Dzień 23. Koniec wyprawy.

DZIEŃ 23

Ostatni dzień mojej pieszej wyprawy. Już się dowiedziałem od znajomych, że przyjedzie paroosobowa delegacja ,aby mnie powitać. Nie mogę już się doczekać powrotu do domu. Tej nocy było rekordowo zimno. Temperatura spadła do minus szesnastu stopni. Do tego często budziłem się słysząc głośne trzaski lodu, który na rozlewisku, gdzie nocowałem ,niemalże non stop pękał. Dostałem już informację od Zbyszka Kubisza, że jak delegacja będzie dojeżdżać do Santoka, to da mi znać. Wyruszyłem około ósmej do niedalekiej już mety mojej wędrówki. Na przedmieściach tejże miejscowości wstąpiłem do sklepu i kupiłem sobie czekoladę. Starsza pani od razu spytała mnie o cel mojej wędrówki, po krótkim opowiadaniu , zrobiła mi herbatę. O godzinie 10 dostałem informację, że dojeżdżają. Ruszyłem dalej. Idąc główną ulicą Santoku zauważyłem z przodu redaktora Kuriera Nakielskiego, który kamerował moje ostatnie metry. Na wysokości Domu Kultury wyszli z tego budynku harcerze, którzy zaczęli mi śpiewać piosenkę. Była to ta sama grupa, która towarzyszyła mi do przystani w Nakle. Zatrzymałem się, podeszła do mnie Pani Ewa Hoppe, dowodząca grupą przy Zespole Szkół w Występie: I WODNA DRUŻYNA HARCERSKA IM. KAPITANA LEONIDA TELIGI. Złożyła mi gratulację. Później gratulacje przyjąłem od delegacji Hufca Gorzów. Po krótkiej rozmowie, ruszyliśmy wszyscy dalej do ujścia Noteci do Warty. Idąc wzdłuż rzeki widziałem przybliżający się moment łączenia się tych wielkich rzek. Noteć jest siódmą pod względem długości rzeką i szóstą pod względem powierzchni dorzecza . Warta trzecią, w obu kategoriach. Doszedłem! Zbigniew Kubisz zrobił mi pamiątkową fotografię na tle dwóch rzek, które niosły na swojej powierzchni olbrzymie ilości śryżu. Po chwili ruszyłem w kierunku Urzędu Gminy. Tam czekała na mnie żona Magdalena. Gratulacje przyjąłem od Pani Prezes Towarzystwa Przyjaciół Nakła Moniki Młynarczyk, od Pana Dawida Konwińskiego, kierownika Referatu Turystyki i Sportu w Starostwie Powiatowym w Nakle, od wicestarosty Pana, Andrzeja Kindermana i od wójta gminy Santok Stanisława Chudzika. Następnie wszyscy udaliśmy się do Domu Kultury ,gdzie spożyliśmy ciepły posiłek ufundowany przez wójta tejże gminy. Po posiłku, dostałem dyplom uznania od harcerzy. Ciepły posiłek dobrze mi zrobił. A do tego, jak zmieniłem rzeczy na czyste i pachnące, które Madzia mi przywiozła ,to czułem się jak nowonarodzony. Droga powrotna do domu minęła szybko. Podziękowałem kierowcy za bezpieczne dowiezienie nas wszystkich i wysiadłem. Na przystanku pod domem czekała na mnie moja mama i córka Zuzia, która na mój widok się popłakała. Tak minęła wyprawa Noteć 2014. 23 dni wędrówki czasami w gorszych, a czasami w lepszych warunkach.

Teraz czas na odpoczynek i …

I na przygotowanie się do kolejnej wyprawy…

Ostatnie ognisko.

3Ulicami Santoku(fot Z. Kubisz)-2

Ulicami Santoka (fot. Zbigniew Kubisz).

4Ostatnie metry z grupą zaprzyjaźnionych Harcerzy z Występu(fot Z. Kubisz)-2

Ostatnie metry z grupą zaprzyjaźnionych  harcerzy ( fot. Zbigniew Kubisz).

5Noteć wpływa do Warty-2

Noteć wpływa do Warty.

7Ciepły posiłek i wręczenie mi dyplomu od Hracerzy(fot Z. Kubisz)-2

Santok. Ciepły posiłek i wręczenie mi okolicznościowego dyplomu ( fot Zbigniew Kubisz).

8 Powrót do domu i przywitanie z żoną, mamą i córką(fot Z. Kubisz)-2

Powrót do domu (fot. Zbigniew Kubisz).

KONIEC

NOTEĆ 2014 Dzień 22

DZIEŃ 22

Do Santoka zostało mi 20 kilometrów. To tam zobaczę po raz pierwszy ,jak Noteć wpada do Warty. To tam Zbigniew Kubisz nagra mnie po raz ostatni i zabierze do domu. Nad ranem, kiedy się przebudziłem wyjąłem ze śpiwora chusteczki nawilżane. Wsadziłem je tam po to, by nie zamarzły. Dopiero teraz mogę użyć je do higieny. Po odświeżeniu się sprawdziłem termometr. Wskazywał minus 15 stopni Celsjusza.  Rozpaliłem ognisko, zrobiłem sobie na nim kanapki na ciepło i kubek kawy. Wszystko było pokryte szronem, co świadczyło o mrozie ,jaki zaczął panować i potęgującym go wietrze. Jedna olszyna była cała pokryta cienką warstwą lodu. To efekt padającego kilka dni wcześniej w nocy marznącego deszczu . Nie było to jedyne drzewo okryte szczelnie lodem.  Wędrówkę rozpocząłem dopiero około dziewiątej. Teraz już jestem pewny, że do piątku 24 stycznia dojdę do mety mojej wędrówki. Dzisiejsza trasa nie wymagała zbytniego wysiłku. Dalej szedłem wałem przeciwpowodziowym ,widząc Noteć raz po raz paręnaście metrów dalej, a czasami dzieliło mnie od niej sto metrów. Przestrzeń między moją trasą a rzeką była zalana wodą i nierównomiernie pokryta lodem. Miejscami lód był pozapadany, spękany a czasami w ogóle go nie było. Piękny widok potęgowało bezchmurne niebo, które prawie zawsze przychodzi razem z dużym mrozem. Zatrzymałem się przy gospodarstwie, które wyglądało naprawdę malowniczo. Jedzenie i picie trzymałem pod kurtką blisko ciała, żeby nie zmarzło. Po drodze przejeżdżał samochód terenowy i na mój widok zatrzymał się. Byli w nim myśliwi. Spytali mnie czy złowiłem jakieś ryby? Opowiedziałem im o mojej wyprawie. Nie mogli uwierzyć ,że przebyłem aż tyle kilometrów, śpiąc w namiocie. Po krótkiej rozmowie, życzyli mi powodzenia i odjechali. Znowu zostałem sam. Cieszyłem się, że mogłem z kimkolwiek porozmawiać, bo zaczęło mi już tego brakować. Często, kiedy wiedziałem, że musze poszukać sklepu ,by zakupić prowiant, to wcześniej myślałem jak zagadać sprzedawcę albo sprzedawczynię, aby choć przez parę minut posłuchać ludzkiej mowy i móc się wypowiedzieć. Pomyśleć ,że na około w promieniu paru kilometrów jest dużo osad ludzkich. W ciągu dnia nie robiłem przerw, ponieważ momentalnie mnie wychładzało.  Kiedy z daleka widziałem już miejscowość Santok, przerwałem wędrówkę ,rozbiłem obóz. Tym razem w bardzo nietypowym miejscu. Na rozlewisku Noteci ,gdzie dojść można było jedynie wąskim przesmykiem, który wystawał ponad kruchy lód. Wybrałem miejsce przy suchym krzaku. Będzie on się idealnie nadawał na opał. Na kolację zużyłem ostatnią z esek wojskowych. Zachód słońca, który tego dnia był przepiękny uwieczniłem na fotografiach. Również nagrałem krótki film o ostatnim obozowisku podczas wyprawy Noteć 2014.

Przeszedłem 17km

Razem 384 km

2Moje przed ostatnie obozowisko-2

Moje przed ostatnie obozowisko.

3Rozlewisko Noteci w okolicach Santoka-2

Rozlewisko Noteci w okolicy Santoka.

 

4Łabędzie-2

Łabędzie.

5Po zaśnieżonej drodze-2

Po zaśnieżonej drodze.

6Pokryty lodem brzeg-2

Śryż na Noteci.

NOTEĆ 2014 Dzień 21

DZIEŃ 21

W nocy raz się przebudziłem. Było mi zimno, ponieważ nie zapiąłem śpiworu do końca. Sprawdziłem na termometrze temperaturę jaka jest na zewnątrz. Czerwona kreska zeszła do minus trzynastu stopni. Jednym słowem zrobiło się mroźnie. Szkoda, że mróz przyszedł tak późno. Większość rowów melioracyjnych już przeszedłem. Najwiecej było ich między Nakłem a Białośliwiem. Dzisiaj czułem się dużo lepiej niż wczoraj. Cieszę się z decyzji, jaką podjąłem wczoraj o przerwaniu marszu do końca. Na śniadanie zjadłem kanapki, które włożyłem do śpiworu razem z jednym litrem mleka. Niestety kanapki się podusiły, ale były zjadliwe. Wyruszyłem już około szóstej rano. Chciałem choć trochę nadrobić kilometrów, których wczoraj nie przeszedłem. Chciałem być już dzisiaj pewny ,że uda mi się przed 26 stycznia zakończyć wyprawę i zdążyć na urodziny mojej córki. Dość szybko przeszedłem przez Drezdenko. Kupiłem w sklepie sobie dwa pączki. Zawsze to coś świeżego do zjedzenia. Zaraz za Drezdenkiem, we wsi Klesno, zauważyłem resztki fortyfikacji. Udokumentowałem je na swoich zdjęciach i szedłem dalej. Po raz kolejny trafił się odcinek, gdzie szedłem wałami przeciwpowodziowymi. Idąc prawą stroną Noteci, doszedłem do miejscowości Trzebicz, która w całości znajduje się po lewej stronie rzeki. Wszedłem tylko na most drogowy popstrykać trochę, a następnie ruszyłem dalej prawą stoną . Pojawił się wał przeciwpowodziowy, który według mapy miał mi towarzyszyć do samego Santoka. Szło się nim bardzo dobrze, z boku jest droga polna, po której wędrowałem sobie dalej… Około czternastej skręciłem z wału w stronę rzeki w małą łąkę , idealnie pasującej na obozowisko z ogniskiem. Rozbiłem namiot dość wcześniej chociaż mogłem jeszcze dwie godziny iść, jednak nie miałbym pewności ,czy znajdę takie miejsce na obóz. W szczególności chodziło mi o ognisko , potrzebne, gdy jest tak mroźno. Dzisiejsza noc według prognoz miałabyć  jeszcze zimniejsza. Na ognisku upiekłem obłożone we foli aluminiowej skrzydełka z kurczaka i popijałem rozmrożonym mlekiem. Pychota. Namiot wyścieliłem na spodzie suchą trawą, co ma mi dać dodatkową izolacją od podłoża. Poszedłem spać około 19. Przeszedłem 22 km. Razem 367 km.

2 Okolice Trebicza-2

Okolice Trebicza.

3Struga wpływająca do Noteci-2

Struga wpływająca do Noteci.

4Mój namiot wyściełany trawą_

Namiot wyściełany suchą trawą.

NOTEĆ 2014 Dzień 20

DZIEŃ 20

Noc była bardzo zimna. Wieczór nie wskazywał na mróz. Okazało się inaczej. Nad ranem było -11 stopni Celsjusza. Wczoraj po obiedzie zawitałem na przystań w Drawsku. Basen portowy, któremu robiłem zdjęcie nie był zamarznięty, a rano już był cały pokryty lodem. Wstałem koło szóstej i poszedłem do sklepu kupić zapas prowiantu. Spakowałem się, pożegnałem z bosmanem i ruszyłem w drogę. Od samego rana źle się czułem, bolała mnie głowa, w kościach łamało. Bałem się, że mogę się rozchorować. Na Noteci zauważyłem pierwszy śryż. Po drugiej stronie rzeki na skraju lasu widać było kilka fortyfikacji z czasów drugiej wojny światowej. Mijając już nieliczne na tym terenie rowy melioracyjne ,widziałem,że część z nich miała już cienką pokrywę lodu co wystarczyło,aby wózek po niej przejechał. Teren nie był zbyt wymagający. Pojawiły się pierwsze wały przeciwpowodziowe. Parę kilometrów od Drezdenka znajduje się stary nieczynny wiadukt kolejowy na linii Drezdenko-Krzyż. Wygląda niesamowicie.  Od spodu widoczny cały szkielet masywnej konstrukcji stalowej. Znajdują się też w okolicy fortyfikacje niemieckie wybudowane w 1934-37 roku biegnących wzdłuż dawnej granicy wschodniej.  Była godzina trzynasta kiedy zdałem sobie sprawę że lepiej odpuścić niż katować się dalej. Cały czas nie czułem się dobrze. W okolicach tego mostu rozbiłem namiot. O rozpaleniu ogniska nie było mowy. Bliskość do gospodarstw sprawiło, że nie chciałem zaryzykować, chociaż przydałaby się ciepła strawa. Zasnąłem od razu, nawet nic nie zjadłem. Kiedy wieczorem chciałem się przemyć jak co dzień chusteczkami nawilżającymi okazało się, że zamarzły. Od dzisiaj będą musiały razem z prowiantem i ze mną spać w śpiworze. Dopiero wieczorem przekąsiłem co nieco i zasnąłem ponownie. Przeszedłem 12 km. Razem 245 km.

2Na wale przeciwpowodziowym w okolicach Drezdenka-2

Na wale przeciwpowodziowym w okolicach Drezdenka.

1Konie_

Konie.

3Nieczynny most kolejowy_

Nieczynny most kolejowy. Okolice Drezdenka.

 

NOTEĆ 2014 Dzień 19

DZIEŃ 19

Nad ranem znowu miałem problem z odpięciem suwaka od namiotu, ponieważ zamrazł. Taki problem powoduje nocny deszcz a nad ranem mróz. Wstałem o godzinie 5.30, a parę minut po szóstej bylem już w drodze. Tego dnia na śniadanie miałem tylko zimny sok do popicia. Wolę zacząć dzień od czegoś ciepłego, ale tym razem nic z tego. Kiedy uszedłem jakieś 2 kilometry doszedłem do małej przystani w miejscowości Wrzeszczyna. Na wyposażeniu miała stół z ławkami pod zadaszoną wiatą, miejsce na ognisko, miejsce do cumowania łodzi oraz altanę z pomieszczeniami ,i które były zamknięte, ale na zewnątrz było oświetlenie oraz gniazdko. Gdybym wiedział o takiej przystani to zeszłej nocy bym spał tutaj. Niestety nie mogłem spędzić więcej czasu na tej kameralnej, ale jakże ważnej dla wodniaków przystani ,ponieważ czas gonił. Teren nie był zbyt wymagający to też doszedłem do sześciotysięcznego Wielenia już koło jedenastej. W tym miasteczku we wrześniu 1894 roku otwarty został pierwszy żelazny most nad Notecią .Przechodząc przez tą miejscowość , zostałem zatrzymany przez Panią Hannę Forbrich i zaproszony na herbatę do Pani burmistrz Magdaleny Sobczak. Obie panie były pod wrażeniem mojej samotnej wyprawy. Po krótkim pobycie w Urzędzie Gminy w Wieleniu, ruszłem dalej. Do rogatek miasta towarzyszyły mi obie panie i nawet pomogły mi ciągnąć mój wózek. Dzięki obu damom w miejscowości Drawsko na przystani będzie już mnie oczekiwał bosman, a więc będę miał kolejną noc na przystani i to w dodatku nieplanowaną. Zostawiłem za plecami kolejną miejscowość, kilometry i niesamowite wspomnienia. Poznając takich ludzi podczas wyprawy Noteć 2014 wiem ,że nie jestem sam na świecie. Idąc niedaleko drogi zobaczyłem tablicę upamiętniającą dwa pożary ,które strawiły 5554 ha Puszczy Noteckiej. W akcji gaśniczej brało udział 18 jednostek ZSP, 53 jednostki OSP, 7 samolotów i jeden śmigłowiec. Prace odnowieniowe trwały trzy lata, a w największym ich natężeniu pracowało około 5 tysięcy ludzi. Łącznie posadzono 80 milionów drzew. Na wysokości miejscowości Drawsko Młyn jest nad Notecią okazały most stalowy. Nie omieszkałem zrobić mu parę zdjęć.  Kilometr dalej przeszedłem niedaleko modernizowanej śluzy. Do Drawska wszedłem około 15. Zrobiłem zakupy i doszedłem do przystani Yndzel. Przywitany zostałem przez bosmana tejże mariny. Po oprowadzeniu mnie po obiekcie, mogłem się wykąpać, zrobić sobie coś ciepłego do jedzenia, i nawet pooglądać telewizję. Miałem do dyspozycji wszelkie wygody jakie były na przystani dostępne. Nie skorzystałem tylko z jednej- łóżka. Namiot rozbiłem na piaszczystej plaży. Po raz pierwszy miałem problem z wbiciem śledzi w grunt. Przydał się mój duży nóż. Korzystając z dobrodziejstw ,jakie miałem na ten wieczór, wysuszyłem ubrania. Do namiotu poszedłem około  godziny 23. Przeszedłem 20 km. Razem 333 km

1 namiot skuty lodem-2

Namiot skuty lodem.

2Wieleń w towarzystwie Pani burmistrz Magdaleny Sobczak i Hanny Forbricht-2

Wieleń. Idę w towarzystwie Pani burmistrz Magdaleny Sobczak i Hanny Forbricht.

3Przystań Yndzel w Drawsku-2

Przystań Yndzel w Drawsku.

NOTEĆ 2014 Dzień 18

DZIEŃ 18

Dzień zacząłem od zwinięcia namiotu i wysuszeniem na grzejnikach w łazience wszystkich swoich rzeczy. Cieszę się, że tak miło zostałem przyjęty wczoraj na przystani ,i że tyle zostało mi udostępnione do użytku. O godzinie 8.00 mam się spotkać z Grzegorzem Wójcikiem, który w gminie Czarnków odpowiada za promocję miasta. Kiedy wybiła ta godzina przyszedł punktualnie. Otrzymałem sporo promocyjnych gadżetów w prezencie. Wypiliśmy kawę i poszliśmy zwiedzać marinę od środka . Niestety czas gonił.  Pożegnałem się z pracownikami mariny i w towarzystwie Wójcika i mieszkańca miasta Janusza Jędrzejczaka, ruszyłem ciągnąc swój wózek przez Czarnków. Pan Grzegorz robił mi zdjęcia w ciekawszych częściach miasta. Za rynkiem pożegnałem się, dziękując za ciepłe przyjęcie. Do bram miasta towarzyszył mi wspomniany mieszkaniec Czarnkowa. Miasto opuściłem podążając drogą numer 181 w stronę Wielenia.  Jeszcze godzinę szedłem po asafalcie, ponieważ był położony bardzo blisko Noteci. Parę razy tylko schodziłem nad rzekę robiąc zdjęcia. Kiedy droga odbiła, a miałem już w planie wrócić nad brzeg, zmieniłem plan i kontynuowałem wędrówkę wzniesieniem na lewym brzegu, skąd rozciąga się piękny widok na Dolinę Noteci. Po dzisiejszym dniu przeszedłem już ponad trzysta kilometrów. Niezły wynik. Na początku wyprawy, nie pomyślałbym, że jestem w stanie tyle przejść. Na koniec dnia zszedłem już do samej Noteć ,i aby rozbić obozowisko. Byłem potwornie zmęczony. Późne wyjście z mariny Czarnkowskiej spowodowało, że przyspieszyłem na trasie i skutki właśnie odczuwałem. Wieczorem, kiedy wyszedłem szukać zasięgu internetowego, zerwał się silny wiatr, a w nocy był przymrozek. Przeszedłem 19 km. Razem 313 km.

1Na Przystani w Czarnkowie-2

Na Przystani w Czarnkowie.

2Przystań Czarnków wraz z obsługą mariny i (fot.Grzegorz Wójcik)-2

Spotkanie na Przystani w Czarnkowie (fot. Grzegorz Wójcik).

3Na rynku w Czarnkowie( fot. Grzegorz Wójcik)-2

Na rynku w Czarnkowie (fot. Grzegorz Wójcik).

NOTEĆ 2014 Dzień 17

DZIEŃ 17

Wczorajszego dnia marzyłem o gorącej kawie. Musiałem ją przełożyć na dzisiaj, a jak tylko otworzyłem oczy ,jedynym celem ,jaki miałem przed sobą, był Czarnków. O kawie zapomniałem, ale przypomniało mi się jak już byłem w drodze i czasu na rozpalenie ogniska po prostu nie było. Początkowo na drodze stanęły mi mokradła nie do przebycia. Rowy odwadniające parometrowej szerokośc,i do tego gęste trzcinowiska tworzyły zaporę, którą musiałem ominąć. Jednak dość szybko wróciłem nad sam brzeg i już do samego celu swej dzisiejszej wędrówki ,szedłem samym brzegiem rzeki. Bardzo gęsta mgła utrzymywała się aż do godzin popołudniowych. Teren był widoczny jedynie kilkudziesięciu metrów ode mnie. Ptactwo, słysząc mnie, zrywało się do lotu. Dochodził do mnie tylko dźwięk trzepotania skrzydłami. W jednym z pobliskich chaszczy, słyszałem kwikanie dzika, który chyba mnie ani nie usłyszał ,ani nie zwęszył . Nie było sensu nawet skradać się, żeby spróbować zrobić mu zdjęcie, ponieważ podczas takiej mgły jakość tej fotografii nie byłaby zadowalająca. Magiczny dzień. Gdyby nie to, że widziałem kilka domów omijając tereny bagienne to mógłbym rzec, że zostałem sam na świecie. Im bliżej Czarnkowa, tym łatwiej mi się szło. Około 14 dotarłem do celu. Niestety ja byłem umówiony na 15 ,więc miałem godzinę na przejrzenie ekwipunku. Zrobiłem listę zakupów, jakie będę musiał zrobić w mieście. Kiedy nadszedł czas doszedłem do bramy na Przystani Wodnej w Czarnkowie. Przywitali mnie bosman , pan z obsługi mariny i właściciel jachtu Jan Staszczak, żeglarz wód śródlądowych oraz mieszkaniec miasta Janusz Jędraszczak, który jest zagorzałym wędrownikiem i fotografem amatorem, tak jak ja. Przystań choć mała zrobiła na mnie duże wrażenie swoją funkcjonalnością i elegancją. Była po prostu zrobiona ze smakiem.  Po krótkim przywitaniu zostałem sam. Rozbiłem namiot na wskazanym przez obsługę miejscu. Podłączono mi do mojego domku prąd, a ja mogłem się wykąpać pod  prysznicem. Kiedy już  się wysuszyłem, ruszyłem do miasta zrobić zakupy i zjeść coś ciepłego.  Ryba z frytkami była przepyszna. Dawno nic takiego nie jadłem. Rynek w Czarnkowie był jeszcze udekorowany świątecznymi ozdobami. Wyglądał przecudnie. Ładnie podświetlony stylowymi lampami deptak oraz barwne kamienice tworzyły otoczkę starego miasta. Jak głosi hasło promocyjne:   Czarnków miasto z charakterem. Faktycznie to prawda. Trzynastotysięczne miasteczko leżące na skraju Puszczy Noteckiej, nie ma znanych zabytków ,ale to co mają, potrafią wyeksponować. Wróciłem na marinę po 18. Jeszcze długo siedziałem w łazience, w której było ciepło. Uzupełniałem notatki, doładowywałem wszelkie możliwe baterie i suszyłem ubrania. Jutro rano jestem umówiony z panem Grzegorzem Wójcikiem odpowiedzialnym w Urzędzie Miasta za promocję.  Na facebooku mieszkańcy tego miasta życzyli mi spokojnej nocy na ich przystani. Miłe. Cieszę się ,że ludzie są przyjaźnie nastawieni do mojej wyprawy. Przeszedłem 16 km. Razem 278 km.

1Gęsta mgła w okolicach Czarnkowa-2

Gęsta mgła.

2Ścieżki bobrowe-2

Ścieżki bobrowe.

NOTEĆ 2014 Dzień 16

DZIEŃ 16

Obudziłem się rano, o godzinie 5.00 i chcąc wyjść z namiotu okazało się ,że suwak zamarzł. Musiałem się natrudzić ,żeby go otworzyć. W nocy dopadało śniego, ale prognoza i tak na dzisiaj wskazywała na plusową temperaturę w dzień. Kiedy wyszedłem przed namiot, okazało się, że zdepnąłem mój termometr, który wieczorem zostawiłem na zewnątrz. Napadał na niego śnieg i go nie zauważyłem. O godzinie 6.30 już wędrowałem . Nie lubię zwijać obozowiska po ciemku ,ale i tym razem nie miałem wyjścia.  Zamierzam przyspieszyć marsz ,aby zdążyć przed 26 stycznia ukończyć wędrówkę, ponieważ tego dnia moja córka ma urodziny. Nie ma wyjścia. Dla jedynej córeczki tatusia…WSZYSTKO!!! Szedłem cały czas lewym brzegiem Noteci. Zdecydowałem się iść polną drogą ,która biegła jakieś 200 metrów od rzeki. Teren zaczął być coraz ciekawszy. Wysoki brzeg znacznie zaczął się przybliżać do Noteci. A przed miejscowością Ujście był już prawie przy samym brzegu rzeki. Do wspomnianego miasta, które zamieszkuje prawie 4000 tysiące ludzi wszedłem około . Jest położone na stromym brzegu Doliny Noteci. Taki brzeg ciągnie się od Nietuszkowa do Wilanowca. Juz w siódmym wieku była tutaj osada, po której ślady znaleziono podczas wykopalisk prowadzonych w połowie dwudziestego wieku. Dla Noteci jest to wyjątkowe miejsce ponieważ wpływa tutaj do nie j jej największy dopływ czyli rzeka Gwda o długości 145 kilometrów. Zeby dojść do miejsca, w którym jest faktyczne ujście Gwdy trzeba iść wąską ścieżką wzdłuż huty szkła ,odgrodzonej płotem prawie przy samym brzegu. Chociaż już się zdążyłem przyzwyczaić to pogoda mnie nie rozpieszczała.Zaczęło lać. Opuszczając Ujście, musiałem podejść stromą krętą drogą do góry. Muszę przyznać ,że będąc już u góry byłem wykończony. Idąc dalej stromym brzegiem, bałem się ,że mogę się poślizgnąć, tym bardziej, że miałem na nogach kalosze. Na szczęście obyło się bez przykrych niespodzianek. Później szedłem lasem, a w zasadzie leśną ścieżką. Deszcz ustał dopiero koło 14. Doszedłem do przeprawy promowej w okolicach Walkowic , niestety w okresie zimowym nieczynnej. Kilometr dalej rozbiłem obóz. Tym razem mogłem rozpalić ognisko. Gęsta mgła i otaczające moje obozowisko krzaki tworzyły kurtynę, za którą nie był widoczny ogień. Na kolację była zupka chińska z parówkami i kiełbasa z ogniska, a do popicia mleko. Jutro czeka mnie nocleg na przystani w Czarnkowie. Już dość dawno poznałem kilku mieszkańców tego miasta na facebooku, którzy mnie wspierają. No i to jest meta kolejnego mojego etapu. Przeszedłem 21 km. Razem 278 km.

1Gwda w pływa do Noteci-2

Gwda wpływa do Noteci.

2Niedaleko przeprawy promowej Walkowice-2

Niedaleko przeprawy promowej Walkowice.

3Jedno z licznych terenów bagiennych-2

Jedno z licznych terenów bagiennych.

NOTEĆ 2015 Dzień 15

DZIEŃ 15

Wczorajsze ostatnie kilkaset metrów za mostem, przeszedłem polną drogą wyłożoną betonowymi płytami. Podobnie też się zaczął następny dzień. Na śniadanko zrobiłem sandwicze podgrzane na ognisku. Na kiju w kształcie litery „Y” zamocowałem folię aluminiową, na którą położyłem moje kanapki i…. nad ogień. Pychota. Wyruszyłem o godzinie 6.30. Dostępu do Noteci najpierw broniły stawy hodowlane, a później bardzo ciężki teren. W miejscowości Ciszewo zrobiłem sobie dłuższą przerwę, żeby przejrzeć moje zasoby prowiantowe. Okazało się, że muszę dzisiaj zrobić zakupy w sklepie.  Brakuje mi pieczywa, picia i czekolad. Codziennie podczas marszu zjadam przynajmniej jedną tabliczkę. Z piciem jest bardzo różnie, od dwóch litrów do czterech dziennie.  W miejscowości Milcz zrobiłem zakupy w sklepiku wiejskim. O godzinie 14 przeciąłem torowisko Piła-Chodzież. Później teren ponownie przestał być mi przychylny. Bardzo wysoka trawa skutecznie hamowała wózek. Włączyłem GPS w telefonie i okazało się, że odbiłem od rzeki aż około kilometr ,a za trzysta metrów przede mną jest droga polna. Postanowiłem się przebić. Po pół godzinie udało mi się, ale straciłem więcej sił niż podczas całego dnia. Potworne zmęczenie sprawiło, że bezmyślnie rozbiłem obóz około 100 metrów od drogi. Nad namiotem rozłożyste gałęzie pobliskiego dęba tłumiły wiejący wiatr i padający śnieg. Tego wieczora nie było ogniska. W dodatku przepociłem ubranie. Jakby przestało padać. to bym spróbował je wysuszyć.  Zasnąłem już po dwudziestej. Przeszedłem 19 km. Razem 257 km.

1Koziołek i sarny-2

Sarny i koziołek.

2Okolice miejscowości Milcz-2

Noteć w okolicach miejscowości Milcz.

NOTEĆ 2014 Dzień 14

DZIEŃ 14

Dzisiaj mijają dwa tygodnie, jak wędruję wzdłuż Noteci. Dzisiaj już na dobre opuszczę rodzinne tereny i nie napotkam już na drodze rodziny i znajomych. Moje codzienne relacje z wyprawy już przyniosły skutek. Na portalu Kurier Nakielski i na moim profilu na facebooku jest duże zainteresowanie moją wyprawą . Codziennie dostaje miłe komentarze, nawet kilka osób z Czarnkowa, miasta ,przez które będę dopiero przechodził, interesuje się moim wyzwaniem.

Obudziłem się po piątej rano i zacząłem zwijać namiot. Śniegu napadało około 5 centymetrów i zacząłem się zastanawiać czy nie zdjąć kółek, ale postanowiłem najpierw spróbować iść z kółkami przy wózku. Zjadłem śniadanie u przyjaciela Romana w domu. Pomyślałem, że to już pewnie ostatnie śniadanie podczas tej wyprawy w takich warunkach. Podziękowałem za gościnę i ruszyłem dalej. Kiedy opuściłem Osiek nad Notecią, było jeszcze ciemno, drogę znaleźć było bardzo trudno. We wspomnianej miejscowości znajduje się Muzeum Kultury Ludowej. W skansenie tym znajduje się 28 obiektów udostępnionych do zwiedzania, zajmujących powierzchnię 13ha. Zgromadzone są w nim obiekty architektury oraz zbiory etnograficzne z terenu Krajny, Pałuk i Puszczy Noteckiej. Oprócz tego prezentuje ekspozycję archeologiczną. W okolicy znajduje się również Rezerwat przyrody Zielna Góra,usytuowany na jednym z największych wzniesień na Pojezierzu Krajeńskim tj w kompleksie lasów pokrywających Dębową  Górę (192mnpm). Dość szybko okazało się, że teren przy Noteci jest nie do przejścia, zacząłem się oddalać od  rzeki. Tereny były zalane nieraz po 30 centymetrów. Zacząłem błądzić między wąskimi łąkami pozagradzanymi gęstymi krzakami i poprzelewanymi rowami melioracyjnymi. W dodatku kółka przy wózku nie sprawdzały się. Śnieg się lepił do nich. O 9.00 zdecydowałem się na ich demontaż. Temperatura była dodatnia. Posuwałem się bardzo powoli do przodu. Teren był bardzo ciężki. W pewnym momencie przedzierając się przez niezliczone zarośla, straciłem orientację. Słońce było za gęstymi chmurami, zawsze to ono wskazuje mi drogę ,ale nie tym razem. Zostawiłem wózek i postanowiłem iść się rozejrzeć. Zobaczyłem w oddali ambonę myśliwską. Podchodząc do niej zorientowałem się ,że jest bardzo stara, o czym świadczył stan drewna, z którego została zrobiona, jak i, pozycja w jakiej stała. Jedna z czterech nóg była złamana i była lekko przechylona. Zdecydowałem się mimo to wejść na nią ,ponieważ była dość wysoka (około 7metrów) I możliwe było,że zobaczę już z niej most na Noteci na wysokości Białośliwia. Kiedy wszedłem do środka okazało się, że jeszcze za nisko, by się rozejrzeć po okolicy. Zacząłem wchodzić na samą górę, pomyślałem wtedy, że w razie gdyby się przewracała to skoczę w pobliskie krzaki. Będąc już na dachu, kiedy pozostało mi wyprostować się, poczułem ,że ambona myśliwska zaczyna spadać. Bez zastanowienia skoczyłem w krzaki. Upadłęm na jeden bok, uderzając jednym łokciem o ziemię, a nogi wpadły do rowu przechodzącego nieopodal krzaków. Jak się tylko znalazłem na dole, szybko sprawdziłem ,czy aparat nie jest we wodzie. Na szczęście był na plecach. Podczas upadku gałęzie przemieściły go. Wstałem i próbowałem go włączyć, ale ręce mi się za mocno trzęsły. Odczekałem chwilę, uspokoiłem się i włączyłem go. Wszystko było ok. Zrobiłem zdjęcie tej powalonej budowli. Cieszyłem się, że w odpowiednim momencie pomyślałem o wyjściu awaryjnym. Takie sytuacje uczą pokory, ale dodają pewności siebie, która była mi bardzo potrzebna. Ruszyłem dalej chociaż teren był nadal bardzo ciężki. Założyłem z powrotem kółka do sanek, ponieważ po śniegu prawie nic już nie pozostało. Dopiero około 15 doszedłem do wcześniej wspomnianego mostu. Tutaj zmieniłem prawy brzeg na lewy. Przy moście stał pomnik “Bohaterskim Powstańcom Margonińskim którzy w nocy z jedenastego na dwunastego stycznia 1919 roku zdobyli i spalili most na Noteci. Mieszkańcy ziemi Chodzieskiej i Pilskiej” Na drugi kamieniu wypisane były nazwiska bohaterów.  Dwa kilometry dalej rozbiłe obozowisko wśród zarośli, zdala od domostw. Rozpaliłem ognisko. Był pyszny obiadek, zupka chińska z czterema parówkami. Do tego kanapki, już ostatnie zrobione przez moją Madzię. Był to bardzo ciężki dzień. Straciłem dużo sił, a mimo to przeszedłem tylko 15 kilometrów. Przeszedłem 15 km. Razem 238 km.

1Mój wózek-2

Mój wózek.

2Pierwszy raz zdjęte kółka podczas wyprawy-2

Po raz pierwszy zdjęte kółka. Teraz mam sanki.